środa, 14 stycznia 2015

[08] I also know that you hate me. It's good, 'cause I hate myself too.

Vivien uniosła ociężałe powieki i rozejrzała się po ciemnym, małym pomieszczeniu. Zapach zgnilizny drażnił kobietę. Z trudem stanęła na nogach i podeszła do drzwi. Spojrzała przez pręty i uderzyła płaskimi dłońmi o drewnianą powierzchnię. Westchnęła cicho, opierając się o nie i usiadła na ziemi. Złapali ją. Młode niedoświadczone wampiry ją złapały. Parsknęła cicho, zamykając oczy. Oparła tył głowy o drzwi i starała się nie myśleć o tym jak teraz jest słaba. Otworzyła szeroko oczy, będąc w szoku. Spojrzała na swoją prawą dłoń i rozchyliła usta. Zabrali jej pierścień. Pozbawili ją sił. Pozbawili ją mocy. Podniosła się i zaczęłam pięściami uderzać o drzwi. Po chwili przed nimi pojawił się ciemny blondyn. Spojrzał na nią z obojętnością. Kobieta tylko przewróciła oczami. Wpatrywali się w siebie przez kilka minut. Jedynymi słyszalnymi dźwiękami był spokojny i miarowy oddech mężczyzny i płytki, urywany oddech brunetki.
-Wiem, że ją kochasz.-wyszeptała cicho, ale wiedziała, że Stefan ją usłyszał.-Mogę ci pomóc.
-Jak?-uniósł zaskoczony brwi. Vivien przejechała palcem po jednym z prętów i westchnęła cicho.
-Wiem, że ją kochasz.-powtórzyła słabo i upadła z hukiem na ziemię. Stefan przez chwilę wahał się, czy kobieta znowu nie udaje, ale słysząc jak walczy o oddech, otworzył celę. Przyklęknął przy niej i wziął ostrożnie na ręce. Zaniósł ją na górę i położył ostrożnie na kanapie. Vivien patrzyła na niego błagalnie.
-Dlaczego ją tu przyniosłeś?-Damon, uniósł brwi, patrząc na kobietę. Ta tylko brała płytkie, łapczywe oddechy, starając się utrzymać oczy otwarte.
-Umieram.-wyszeptała i zacisnęła dłoń, trzymając dłoń Stefana.
-Nikt nie może cię zabić.-powiedział cicho Stefan. Vivien uniosła nieznacznie kąciki ust do góry.
-To prawda, ale to nie oznacza, że nie mogę umrzeć.-zakaszlała, odwracając głowę. Patrzyła tępo przed siebie a jej powieki zaczęły robić się coraz cięższe. Mężczyźni patrzyli to na siebie, to na nią.
-Obiecaliśmy Klausowi, że będzie żywa.-przypomniał cicho Stefan. Damon przeczesał swoje włosy, wzdychając.
-Dlaczego umierasz?-zapytał Damon. Vivien zaśmiała się. Śmiech od razu przerodził się w kaszel.
-Pierścień. Bez niego umieram.-powiedziała szeptem, zamykając oczy. Damon wyjął telefon, obserwując ją. Wybrał dobrze znany mu numer i przyłożył telefon do ucha. Vivien uniosła na niego spojrzenie. W jej oczach widać zmęczenie i ból.
-Tak?-głos Eleny był delikatny i spokojny. Damon odetchnął słysząc go.
-Potrzebujemy pierścienia Vivien.-powiedział natychmiast, wciąż obserwując umierającą brunetkę.
-Ponieważ?
-Chcę go nałożyć na palec Vivien, po co innego mógłbym potrzebować jej pierścienia?
-Nie.-powiedziała od razu brunetka. Damon zacisnął szczękę.
-Ona umiera, do cholery!
-Niech umiera. Zabiła Jeremy'ego, zahipnotyzowała go, zabiła Tylera, omal nie zabiła Bonnie. Zasługuje na śmierć.-wysyczała Gilbert. Damon patrzył na swojego brata ze złością. Uparta Elena.
-Jeśli umrze nigdy nie dowiesz się dlaczego to zrobiła. Jeśli umrze nikt nie dostanie lekarstwa.-powiedział cicho i spokojnie. Elena westchnęła.
-Założysz go na kilka minut i oddasz mi.-warknęła i rozłączyła się. Damon odetchnął i spojrzał na Vivien. Ta tylko uniosła kąciki ust w bladym uśmiechu.
-Dlaczego umierasz?-podsunęła mu Vivien i rozejrzała się po salonie.
-Dlaczego umierasz?-powtórzył po niej Stefan. Brunetka zakaszlała i skuliła się, kładąc na boku.
-Klaus wam poradził. To przez niego zabraliście mi pierścień, tym samym skazując na śmierć. Umieram. Umieram bo nie mam sił.-wyszeptała, zamykając oczy. Mężczyźni patrzyli na nią, nic nie rozumiejąc.-Wasze pierścienie chronią was przed słońcem, mój chroni przed śmiercią.-powiedziała i spojrzała na zasłony.-Nie boję się słońca, ono jest moim przyjacielem.-zakaszlała ostatni raz i zamknęła oczy. Stefan patrzył na nią z troską, gładząc jej dłoń. Damon chodził po salonie czekając na Elenę. Gdy tylko ta się pojawiła podszedł do niej. Ona natychmiast się odsunęła.
-Ja to zrobię.-syknęła i kucnęła przy niej. Patrząc na jej spokojną twarz, wzięła jej zimną dłoń i założyła pierścień na jej palec wskazujący. Vivien uniosła powieki i spojrzała na Elenę swoimi dużymi, brązowymi, pustymi oczami. Wzięła drżący oddech, patrząc w oczy Elenie. Po chwili uniosła nieznacznie kąciki ust.
-Wiem, że go kochasz.-powiedziała łamiącym się głosem, jakby miała zaraz się rozpłakać. Każdy spojrzał na nią w szoku.-On ciebie też.-wyszeptała i ścisnęła jej dłoń.-Wiem też, że mnie nienawidzisz.-uśmiechnęła się krzywo.-To w porządku. Ja siebie też.
-Co ty kombinujesz?-zapytała cicho Gilbert. Vivien zaśmiała się gorzko.
-Nic. Dziękuję za uratowanie mi życia. Jeśli nie chcesz bym uciekła, ściągnij pierścień. Teraz.-powiedziała cicho, obserwując reakcję Eleny. Elena natychmiast puściła jej dłoń i wstała.
-Masz rację kocham go. Nienawidzę też ciebie.-warknęła cicho, stając u boku Damona. Vivien uśmiechnęła się blado.
-Wiem, że kochasz ich obu. Damona i Stefana.-zamknęła oczy i wypuściła ostatni drżący oddech.-To w porządku. Ja też kochałam dwóch jednocześnie. I spójrz do czego mnie to doprowadziło.-wyszeptała i odetchnęła pełną piersią.-Już mi lepiej.-ściągnęła pierścień i podała go Elenie. Ta wzięła go bez słowa, obserwując poczynania brunetki.
-Mogłaś uciec.-powiedziała cicho Elena.
-Mogłam. Mogłam też was zabić. Widać mam jakiś cel w bezsensownym leżeniu w pensjonacie Salvatorów.-powiedziała sarkastycznie i westchnęła.-Mam też cel by mówić ci o tym, że kochałam Eleno. Kochałam Kola. Z całego serca go kochałam. Ale nie każdy mężczyzna jest tak troskliwy jak Stefan i tak opiekuńczy jak Damon. Twoja miłość sprawia, że jesteś silniejsza, moja mnie zabiła. Nie osądzaj mnie zbyt surowo.-wyszeptała, zamykając oczy. Każdy patrzył jak Vivien zapada w spokojny sen.
-Co to miało znaczyć?-wysyczała Elena, gdy kobieta zasnęła.-Najpierw chce nas zabić, a teraz jest wspaniałomyślna, nie chce uciec, ani nas zabić.
-Wampiry nie zapominają. Mogą mieć wyłączone człowieczeństwo ale nigdy nie zapomną co czuli do danej osoby. W momencie gdy Vivien zobaczyła Kola, wspomnienia wróciły. Wspomnienie o miłości również. Kol był jej pierwszą miłością. Oczywiście, kochała kogoś przed nim. Cały czas go kochała. Wiecie, co zrobił Kol? Rozszarpał go na kawałki na oczach Vivien. Ta wykrzyczała, że nienawidzi go z całego serca. I że nie chce nigdy więcej go widzieć. Niestety, kilka godzin wcześniej obiecała mu, że niezależnie od tego co się stanie będą ze sobą. Wypiła napój sporządzony przez matkę pierwotnych. Ufała jej. To ona jej pomagała. Zgodnie z planem, wystarczyło ją zabić. W nocy Kol przebił jej serce nożem. Obudziła się jako potwór. Znienawidziła całą naszą rodzinę, wzięła pierścień i uciekła. Nie widziałem jej od kilku wieków. Aż do teraz.-Elijah patrzył na wszystkich ze smutkiem.-Ten sam pierścień, który trzymasz Eleno.
-Dlaczego bez niego umierała?-zapytał cicho Stefan.
-Ten pierścień jest stworzony specjalnie dla niej. Widzisz? Zostały użyte inne kamienie. Diament czyli powietrze, szafir czyli woda, rubin czyli ogień i szmaragd czyli ziemia. Obróbka środka jest stworzona z lapis-lazuli by chronić ją przed słońcem. Nikt nie spodziewał się, że słońce nie robi jej krzywdy. Ale w końcu czego spodziewać się po tak niezwykłej kobiecie?-zaśmiał się smutno i pokręcił głową.
-Żywioły.-powiedział cicho Damon i spojrzał na Stefana. Ten tylko skinął głową i spojrzał na Vivien.
-Co mają do tego żywioły, co?-warknęła Elena.
-Żywioły współpracują z czarownicami. A czarownica czerpie z nich siłę.-zaczął wolno Stefan.
-Nie mów tylko, że...
-Zgadza się.-przerwał Elenie, Elijah.-Vivien Montrose jest czarownicą, uwięzioną w ciele wampira.