Vivien uniosła ociężałe powieki i rozejrzała się po ciemnym, małym pomieszczeniu. Zapach zgnilizny drażnił kobietę. Z trudem stanęła na nogach i podeszła do drzwi. Spojrzała przez pręty i uderzyła płaskimi dłońmi o drewnianą powierzchnię. Westchnęła cicho, opierając się o nie i usiadła na ziemi. Złapali ją. Młode niedoświadczone wampiry ją złapały. Parsknęła cicho, zamykając oczy. Oparła tył głowy o drzwi i starała się nie myśleć o tym jak teraz jest słaba. Otworzyła szeroko oczy, będąc w szoku. Spojrzała na swoją prawą dłoń i rozchyliła usta. Zabrali jej pierścień. Pozbawili ją sił. Pozbawili ją mocy. Podniosła się i zaczęłam pięściami uderzać o drzwi. Po chwili przed nimi pojawił się ciemny blondyn. Spojrzał na nią z obojętnością. Kobieta tylko przewróciła oczami. Wpatrywali się w siebie przez kilka minut. Jedynymi słyszalnymi dźwiękami był spokojny i miarowy oddech mężczyzny i płytki, urywany oddech brunetki.
-Wiem, że ją kochasz.-wyszeptała cicho, ale wiedziała, że Stefan ją usłyszał.-Mogę ci pomóc.
-Jak?-uniósł zaskoczony brwi. Vivien przejechała palcem po jednym z prętów i westchnęła cicho.
-Wiem, że ją kochasz.-powtórzyła słabo i upadła z hukiem na ziemię. Stefan przez chwilę wahał się, czy kobieta znowu nie udaje, ale słysząc jak walczy o oddech, otworzył celę. Przyklęknął przy niej i wziął ostrożnie na ręce. Zaniósł ją na górę i położył ostrożnie na kanapie. Vivien patrzyła na niego błagalnie.
-Dlaczego ją tu przyniosłeś?-Damon, uniósł brwi, patrząc na kobietę. Ta tylko brała płytkie, łapczywe oddechy, starając się utrzymać oczy otwarte.
-Umieram.-wyszeptała i zacisnęła dłoń, trzymając dłoń Stefana.
-Nikt nie może cię zabić.-powiedział cicho Stefan. Vivien uniosła nieznacznie kąciki ust do góry.
-To prawda, ale to nie oznacza, że nie mogę umrzeć.-zakaszlała, odwracając głowę. Patrzyła tępo przed siebie a jej powieki zaczęły robić się coraz cięższe. Mężczyźni patrzyli to na siebie, to na nią.
-Obiecaliśmy Klausowi, że będzie żywa.-przypomniał cicho Stefan. Damon przeczesał swoje włosy, wzdychając.
-Dlaczego umierasz?-zapytał Damon. Vivien zaśmiała się. Śmiech od razu przerodził się w kaszel.
-Pierścień. Bez niego umieram.-powiedziała szeptem, zamykając oczy. Damon wyjął telefon, obserwując ją. Wybrał dobrze znany mu numer i przyłożył telefon do ucha. Vivien uniosła na niego spojrzenie. W jej oczach widać zmęczenie i ból.
-Tak?-głos Eleny był delikatny i spokojny. Damon odetchnął słysząc go.
-Potrzebujemy pierścienia Vivien.-powiedział natychmiast, wciąż obserwując umierającą brunetkę.
-Ponieważ?
-Chcę go nałożyć na palec Vivien, po co innego mógłbym potrzebować jej pierścienia?
-Nie.-powiedziała od razu brunetka. Damon zacisnął szczękę.
-Ona umiera, do cholery!
-Niech umiera. Zabiła Jeremy'ego, zahipnotyzowała go, zabiła Tylera, omal nie zabiła Bonnie. Zasługuje na śmierć.-wysyczała Gilbert. Damon patrzył na swojego brata ze złością. Uparta Elena.
-Jeśli umrze nigdy nie dowiesz się dlaczego to zrobiła. Jeśli umrze nikt nie dostanie lekarstwa.-powiedział cicho i spokojnie. Elena westchnęła.
-Założysz go na kilka minut i oddasz mi.-warknęła i rozłączyła się. Damon odetchnął i spojrzał na Vivien. Ta tylko uniosła kąciki ust w bladym uśmiechu.
-Dlaczego umierasz?-podsunęła mu Vivien i rozejrzała się po salonie.
-Dlaczego umierasz?-powtórzył po niej Stefan. Brunetka zakaszlała i skuliła się, kładąc na boku.
-Klaus wam poradził. To przez niego zabraliście mi pierścień, tym samym skazując na śmierć. Umieram. Umieram bo nie mam sił.-wyszeptała, zamykając oczy. Mężczyźni patrzyli na nią, nic nie rozumiejąc.-Wasze pierścienie chronią was przed słońcem, mój chroni przed śmiercią.-powiedziała i spojrzała na zasłony.-Nie boję się słońca, ono jest moim przyjacielem.-zakaszlała ostatni raz i zamknęła oczy. Stefan patrzył na nią z troską, gładząc jej dłoń. Damon chodził po salonie czekając na Elenę. Gdy tylko ta się pojawiła podszedł do niej. Ona natychmiast się odsunęła.
-Ja to zrobię.-syknęła i kucnęła przy niej. Patrząc na jej spokojną twarz, wzięła jej zimną dłoń i założyła pierścień na jej palec wskazujący. Vivien uniosła powieki i spojrzała na Elenę swoimi dużymi, brązowymi, pustymi oczami. Wzięła drżący oddech, patrząc w oczy Elenie. Po chwili uniosła nieznacznie kąciki ust.
-Wiem, że go kochasz.-powiedziała łamiącym się głosem, jakby miała zaraz się rozpłakać. Każdy spojrzał na nią w szoku.-On ciebie też.-wyszeptała i ścisnęła jej dłoń.-Wiem też, że mnie nienawidzisz.-uśmiechnęła się krzywo.-To w porządku. Ja siebie też.
-Co ty kombinujesz?-zapytała cicho Gilbert. Vivien zaśmiała się gorzko.
-Nic. Dziękuję za uratowanie mi życia. Jeśli nie chcesz bym uciekła, ściągnij pierścień. Teraz.-powiedziała cicho, obserwując reakcję Eleny. Elena natychmiast puściła jej dłoń i wstała.
-Masz rację kocham go. Nienawidzę też ciebie.-warknęła cicho, stając u boku Damona. Vivien uśmiechnęła się blado.
-Wiem, że kochasz ich obu. Damona i Stefana.-zamknęła oczy i wypuściła ostatni drżący oddech.-To w porządku. Ja też kochałam dwóch jednocześnie. I spójrz do czego mnie to doprowadziło.-wyszeptała i odetchnęła pełną piersią.-Już mi lepiej.-ściągnęła pierścień i podała go Elenie. Ta wzięła go bez słowa, obserwując poczynania brunetki.
-Mogłaś uciec.-powiedziała cicho Elena.
-Mogłam. Mogłam też was zabić. Widać mam jakiś cel w bezsensownym leżeniu w pensjonacie Salvatorów.-powiedziała sarkastycznie i westchnęła.-Mam też cel by mówić ci o tym, że kochałam Eleno. Kochałam Kola. Z całego serca go kochałam. Ale nie każdy mężczyzna jest tak troskliwy jak Stefan i tak opiekuńczy jak Damon. Twoja miłość sprawia, że jesteś silniejsza, moja mnie zabiła. Nie osądzaj mnie zbyt surowo.-wyszeptała, zamykając oczy. Każdy patrzył jak Vivien zapada w spokojny sen.
-Co to miało znaczyć?-wysyczała Elena, gdy kobieta zasnęła.-Najpierw chce nas zabić, a teraz jest wspaniałomyślna, nie chce uciec, ani nas zabić.
-Wampiry nie zapominają. Mogą mieć wyłączone człowieczeństwo ale nigdy nie zapomną co czuli do danej osoby. W momencie gdy Vivien zobaczyła Kola, wspomnienia wróciły. Wspomnienie o miłości również. Kol był jej pierwszą miłością. Oczywiście, kochała kogoś przed nim. Cały czas go kochała. Wiecie, co zrobił Kol? Rozszarpał go na kawałki na oczach Vivien. Ta wykrzyczała, że nienawidzi go z całego serca. I że nie chce nigdy więcej go widzieć. Niestety, kilka godzin wcześniej obiecała mu, że niezależnie od tego co się stanie będą ze sobą. Wypiła napój sporządzony przez matkę pierwotnych. Ufała jej. To ona jej pomagała. Zgodnie z planem, wystarczyło ją zabić. W nocy Kol przebił jej serce nożem. Obudziła się jako potwór. Znienawidziła całą naszą rodzinę, wzięła pierścień i uciekła. Nie widziałem jej od kilku wieków. Aż do teraz.-Elijah patrzył na wszystkich ze smutkiem.-Ten sam pierścień, który trzymasz Eleno.
-Dlaczego bez niego umierała?-zapytał cicho Stefan.
-Ten pierścień jest stworzony specjalnie dla niej. Widzisz? Zostały użyte inne kamienie. Diament czyli powietrze, szafir czyli woda, rubin czyli ogień i szmaragd czyli ziemia. Obróbka środka jest stworzona z lapis-lazuli by chronić ją przed słońcem. Nikt nie spodziewał się, że słońce nie robi jej krzywdy. Ale w końcu czego spodziewać się po tak niezwykłej kobiecie?-zaśmiał się smutno i pokręcił głową.
-Żywioły.-powiedział cicho Damon i spojrzał na Stefana. Ten tylko skinął głową i spojrzał na Vivien.
-Co mają do tego żywioły, co?-warknęła Elena.
-Żywioły współpracują z czarownicami. A czarownica czerpie z nich siłę.-zaczął wolno Stefan.
-Nie mów tylko, że...
-Zgadza się.-przerwał Elenie, Elijah.-Vivien Montrose jest czarownicą, uwięzioną w ciele wampira.
środa, 14 stycznia 2015
[07] But you can try, right?
-Jeremy jest przystojny. Na pewno jesteście rodzeństwem?- spytała z przekąsem brunetka. Elena tylko wywróciła oczami. Miała dość tej małej suki, jak pozwoliła sobie ją tak nazwać.
-Powinnaś wiedzieć, że to mój kuzyn.- mruknęła wampirzyca i upiła łyk wina. Kobieta wywróciła oczami.
-A no tak. Twój tatuś był mordercą wampirów a mamusia wampirem, który był żoną twojego byłego nauczyciela historii.- zakpiła brunetka i przeczesała włosy. Elena przymknęła oczy. Tak, zabolało.
-Czego od nas chcesz?-syknęła Gilbert. Kobieta uśmiechnęła się kpiąco.
-Twoja mała czarownica jest uparta. A po za tym, lubię bawić się z ludźmi.- dodała i wstała.- Muszę iść, przekaż swoim chłopcom, że niepotrzebnie szukają ciała hybrydy. Nie znajdą go.- syknęła i opuściła dom. Elena schowała twarz w dłonie. Oczywiście, zaraz obok niej pojawiła się Bonnie.
-Nie powinnaś tego robić. Ona wie wszystko.-powiedziała cicho. Bonnie miała rację. Zawsze. W jej liście było to jasno powiedziane. Wie wszystko i bierze co chce. Teraz chciała jej głowy. To było jasne. W sposób w jaki się obnosiła w stosunku do niej, mówił wszystko. Chciała jej śmierci.
-Damy radę.- powiedziała cicho. Elena się uspokoiła. Uwierzyła w to. Bonnie nie wierzyła, ale był sposób by ją zatrzymać. I zrobi to dziś. Dzisiejszej nocy odda jej swoje życie.
-Tak, damy.- Gilbert przytuliła mulatkę. Bonnie oddała uścisk. Odda życie by jej przyjaciele mogli żyć.
-Powinnaś wiedzieć, że to mój kuzyn.- mruknęła wampirzyca i upiła łyk wina. Kobieta wywróciła oczami.
-A no tak. Twój tatuś był mordercą wampirów a mamusia wampirem, który był żoną twojego byłego nauczyciela historii.- zakpiła brunetka i przeczesała włosy. Elena przymknęła oczy. Tak, zabolało.
-Czego od nas chcesz?-syknęła Gilbert. Kobieta uśmiechnęła się kpiąco.
-Twoja mała czarownica jest uparta. A po za tym, lubię bawić się z ludźmi.- dodała i wstała.- Muszę iść, przekaż swoim chłopcom, że niepotrzebnie szukają ciała hybrydy. Nie znajdą go.- syknęła i opuściła dom. Elena schowała twarz w dłonie. Oczywiście, zaraz obok niej pojawiła się Bonnie.
-Nie powinnaś tego robić. Ona wie wszystko.-powiedziała cicho. Bonnie miała rację. Zawsze. W jej liście było to jasno powiedziane. Wie wszystko i bierze co chce. Teraz chciała jej głowy. To było jasne. W sposób w jaki się obnosiła w stosunku do niej, mówił wszystko. Chciała jej śmierci.
-Damy radę.- powiedziała cicho. Elena się uspokoiła. Uwierzyła w to. Bonnie nie wierzyła, ale był sposób by ją zatrzymać. I zrobi to dziś. Dzisiejszej nocy odda jej swoje życie.
-Tak, damy.- Gilbert przytuliła mulatkę. Bonnie oddała uścisk. Odda życie by jej przyjaciele mogli żyć.
~*~
-Co?- spytała zszokowana brunetka. Nie takiej reakcji spodziewała się młoda czarownica. Spodziewała się radości, nie szoku.
-Oddaje ci swoje życie. Zrób ze mną co chcesz.- powtórzyła cicho mulatka. Las, w którym się spotkały przerażał ją, ale nie tak jak stojąca przed nią kobieta. Ona przerażała ją do szpiku kości. Po chwili kobieta zaśmiała się głośno. Bonnie zadrżała słysząc ten dźwięk.
-Nie chcę twojego życia. Już zapłaciłaś za wezwanie mnie.- powiedziała z kpiącym uśmiechem. Mulatka zmarszczyła brwi. O co mogło jej chodzić? Kątem oka zauważyła ruch w krzakach. Wszystko szło zgodnie z planem. Dopadną ją i dowiedzą się wszystkiego co chcą o niej wiedzieć.
-O czym ty mówisz?- spytała ze strachem Bonnie. Kobieta uśmiechnęła się kpiąco. O tak, dobrze się bawiła.
-Odwołaj swoich przyjaciół albo twojemu chłoptasiowi coś się stanie.- warknęła cicho. Czarownica zrobiła krok do tyłu. Skąd ona wiedziała?
-Jak niby mu coś zrobisz? Jest teraz w domu. U siebie. Nie możesz tam wejść.- Bonnie nie wiedziała skąd to wie, ale wiedziała.
-Zadzwoń do niego.- wystawiła dłoń z telefonem w jej stronę. Bonnie niepewnie wzięła telefon i wykręciła numer chłopaka. Po trzech sygnałach chłopak odebrał.
-Bonnie? Coś się stało?- spytał cicho. Czarownica zamarła i rozłączyła się.
-Zahipnotyzowałaś go.- powiedziała oskarżycielsko czarownica. Poczuła na swoim ramieniu dłoń. Obok niej stała Caroline.
-Miał się nie wygadać, teraz musimy przyśpieszyć mój plan.-westchnęła cicho i spojrzała w bok. Bonnie podążyła wzrokiem za nią. Stał tam Damon. Nie wyglądał na szczęśliwego.
-I zaczniemy od ostrzeżenia. Oddaj Jeremy'iego albo cię zabiję.- warknął. Brunetka uniosła brew i uśmiechnęła się kpiąco.
-Możesz go wziąć go sam. Jeremy!- zawołała głośno. Zza drzewa wyszedł młody łowca. Kobieta wskazała na niego dłonią.- Proszę, jest wasz.- powiedziała beznamiętnie. Nagle obok niego pojawiła się młoda Gilbert. Pociągnęła się do tyłu ale Jeremy się wyrwał.
-Nie! Nie zabieraj mnie od niej!- zawołał i odsunął się od siostry, tym samym zbliżając się do brunetki.
-Jeremy, ona jest zła.- Elena powiedziała to tonem łagodnym, jakby tłumaczyła coś dziecku. Jeremy zmarszczył brwi a w jego dłoni błysnął metal. Po chwili przyłożył sobie nóż do gardła.
-Nie zabieraj mnie od niej.- wyszeptał. Każdy na polanie zamarł. Kobieta spojrzała na rodzeństwo przez ramię i uśmiechnęła się zwycięsko. Cokolwiek teraz zrobią, Jeremy podetnie swoje gardło.
-Ups, przykro mi.- powiedziała kpiąco i obróciła się przodem do Gilbertów. Elena zacisnęła dłonie w pięści.
-Jeremy, odłóż nóż.- poprosiła cicho Bonnie. Łowca spojrzał na nią. Wydawał się jej nie widzieć.
-Jeremy, zrób to o co prosi czarownica. Nie chcę cię stracić.- powiedziała żałośnie kobieta. Gra, pomyślała Elena. Chłopak spojrzał na nią i odrzucił nóż. Podszedł do niej i przytulił ją mocno. Brunetka uśmiechnęła się, patrząc na Elenę.
-Jesteś wolny.- powiedziała łagodnie i odsunęła się od łowcy, który zamrugał zaskoczony. Brunetka rozejrzała się po polanie i westchnęła.-Bonnie, jesteś idiotką.
-Co?-zapytała wściekle Caroline, patrząc na kobietę. Ta tylko przewróciła oczami.
-Jesteś idiotką, która nie słuchała ostrzeżeń Emily.-brunetka patrząc na Bonnie, wyjęła starą kartkę.-Ona jest córką zła i nocy. Ona jest tą, która odbiera ci radość a zostawia smutek i pustkę. To ona żywi się chaosem i bólem słabych. Ona jest tą, która zbiera krwawą ofiarę. Powstrzymać jej się nie da. Zawsze zbierze swą krwawą ofiarę.-recytowała, nie patrząc na kartkę. Bonnie zadrżała.
-Ja nie...
-Myślałaś, że Emily układała jakiś wierszyk ale jej nie wyszło? To ostrzeżenie. Niestety nie dotyczy ono jakieś miłej czarownicy. Ono dotyczy mnie!-z ostatnimi słowami, wokół brunetki zapłonął krąg ognia. Wszyscy cofnęli się o krok.-Uwierz mi Bonnie, popełniłaś błąd. Nikt nie może mnie zabić!-wrzasnęła a płomienie zaczęły lizać jej twarz i włosy.-Mam tysiące lat, jestem nieśmiertelna!-ogień zgasł, nie zostawiając po sobie śladu.-Powinnam wyrwać wam wszystkim serca. Ale obiecałam komuś, że na razie będę grzeczna. Ostrzegam cię-przybliżyła się do Bonnie na odległość kilku centymetrów.-jestem wszędzie, będę wiedziała czy chcesz mnie zabić. Nie zaczynaj ze mną wojny, nie chcesz jej.-wyszeptała w jej usta i odeszła w stronę lasu.
-A może ja chcę?!-zawołał za nią brunet. Kobieta obróciła się i posłała Kolowi delikatny, niewymuszony uśmiech.
-Proszę. To, że jesteś pierwotnym nie oznacza, że się ciebie boję. To samo z tobą Klaus. Elijah. Rebekah. Zabijcie mnie, proszę.-rozłożyła dłonie z uśmiechem. Bonnie i Elena spojrzały na pierwotnych. Kol ułamał gałąź i podszedł do kobiety. Ta tylko uniosła brwi, obserwując go.
-Wiem, gdzie jest Katerina Petrova.-powiedziała cicho. Kol się zatrzymał.
-Nie zależy mi na niej.
-Ale zależy ci na Vivien Montrose. Na tej Vivien, w której się zakochałeś.-wyszeptała i uśmiechnęła się obserwując go.-Nie dasz rady mnie zabić bo zbyt ci ją przypominam.-po chwili była przyciśnięta do drzewa. Patrzyła Kolowi w oczy i uśmiechnęła się.
-Nieprawda.-warknął cicho, patrząc w jej głębokie brązowe oczy.
-Kłamiesz.-powiedziała łagodnie.-Nie umiesz kłamać Kol.-powiedziała ciepło.
-Skąd to wiesz?-Stefan uniósł brwi i spojrzał na Klausa.
-Ponieważ to ona jest pierwszą i jedyną miłością Kola. Ponieważ to ona. Vivien Montrose.-powiedział cicho, odwracając wzrok. Kol patrzył na nią i po chwili odsunął się od Vivien.
-Była. Była jedyną.-powiedział cicho a Vivien przełknęła ślinę.
-Kochasz mnie. To smutne ponieważ ja nie kocham ciebie. Chciałabym, ale nie mogę.-stanęła na palcach i musnęła delikatnie jego usta.-Ciało Tylera jest w katakumbach jego rodziny. Tyle mogę ci powiedzieć.-odsunęła się od niego i podążyła w stronę cmentarza, nie oglądając się za siebie.
-Słyszeliście? Idźcie go szukać.-warknął Kol i podążył za nią.
-Miłość. Miłość ogłupia. Miłość sprawia, że wciąż masz nadzieję, na lepsze jutro, lepsze życie. Głupi Kol, dał się uwieść istocie, która nigdy go nie pokocha.-Emily uśmiechnęła się do Bonnie.-Miała rację, nie da się jej zabić. Ale można spróbować, nieprawdaż?
-Jesteś wolny.- powiedziała łagodnie i odsunęła się od łowcy, który zamrugał zaskoczony. Brunetka rozejrzała się po polanie i westchnęła.-Bonnie, jesteś idiotką.
-Co?-zapytała wściekle Caroline, patrząc na kobietę. Ta tylko przewróciła oczami.
-Jesteś idiotką, która nie słuchała ostrzeżeń Emily.-brunetka patrząc na Bonnie, wyjęła starą kartkę.-Ona jest córką zła i nocy. Ona jest tą, która odbiera ci radość a zostawia smutek i pustkę. To ona żywi się chaosem i bólem słabych. Ona jest tą, która zbiera krwawą ofiarę. Powstrzymać jej się nie da. Zawsze zbierze swą krwawą ofiarę.-recytowała, nie patrząc na kartkę. Bonnie zadrżała.
-Ja nie...
-Myślałaś, że Emily układała jakiś wierszyk ale jej nie wyszło? To ostrzeżenie. Niestety nie dotyczy ono jakieś miłej czarownicy. Ono dotyczy mnie!-z ostatnimi słowami, wokół brunetki zapłonął krąg ognia. Wszyscy cofnęli się o krok.-Uwierz mi Bonnie, popełniłaś błąd. Nikt nie może mnie zabić!-wrzasnęła a płomienie zaczęły lizać jej twarz i włosy.-Mam tysiące lat, jestem nieśmiertelna!-ogień zgasł, nie zostawiając po sobie śladu.-Powinnam wyrwać wam wszystkim serca. Ale obiecałam komuś, że na razie będę grzeczna. Ostrzegam cię-przybliżyła się do Bonnie na odległość kilku centymetrów.-jestem wszędzie, będę wiedziała czy chcesz mnie zabić. Nie zaczynaj ze mną wojny, nie chcesz jej.-wyszeptała w jej usta i odeszła w stronę lasu.
-A może ja chcę?!-zawołał za nią brunet. Kobieta obróciła się i posłała Kolowi delikatny, niewymuszony uśmiech.
-Proszę. To, że jesteś pierwotnym nie oznacza, że się ciebie boję. To samo z tobą Klaus. Elijah. Rebekah. Zabijcie mnie, proszę.-rozłożyła dłonie z uśmiechem. Bonnie i Elena spojrzały na pierwotnych. Kol ułamał gałąź i podszedł do kobiety. Ta tylko uniosła brwi, obserwując go.
-Wiem, gdzie jest Katerina Petrova.-powiedziała cicho. Kol się zatrzymał.
-Nie zależy mi na niej.
-Ale zależy ci na Vivien Montrose. Na tej Vivien, w której się zakochałeś.-wyszeptała i uśmiechnęła się obserwując go.-Nie dasz rady mnie zabić bo zbyt ci ją przypominam.-po chwili była przyciśnięta do drzewa. Patrzyła Kolowi w oczy i uśmiechnęła się.
-Nieprawda.-warknął cicho, patrząc w jej głębokie brązowe oczy.
-Kłamiesz.-powiedziała łagodnie.-Nie umiesz kłamać Kol.-powiedziała ciepło.
-Skąd to wiesz?-Stefan uniósł brwi i spojrzał na Klausa.
-Ponieważ to ona jest pierwszą i jedyną miłością Kola. Ponieważ to ona. Vivien Montrose.-powiedział cicho, odwracając wzrok. Kol patrzył na nią i po chwili odsunął się od Vivien.
-Była. Była jedyną.-powiedział cicho a Vivien przełknęła ślinę.
-Kochasz mnie. To smutne ponieważ ja nie kocham ciebie. Chciałabym, ale nie mogę.-stanęła na palcach i musnęła delikatnie jego usta.-Ciało Tylera jest w katakumbach jego rodziny. Tyle mogę ci powiedzieć.-odsunęła się od niego i podążyła w stronę cmentarza, nie oglądając się za siebie.
-Słyszeliście? Idźcie go szukać.-warknął Kol i podążył za nią.
-Miłość. Miłość ogłupia. Miłość sprawia, że wciąż masz nadzieję, na lepsze jutro, lepsze życie. Głupi Kol, dał się uwieść istocie, która nigdy go nie pokocha.-Emily uśmiechnęła się do Bonnie.-Miała rację, nie da się jej zabić. Ale można spróbować, nieprawdaż?
Subskrybuj:
Posty (Atom)