środa, 14 stycznia 2015

[07] But you can try, right?

-Jeremy jest przystojny. Na pewno jesteście rodzeństwem?- spytała z przekąsem brunetka. Elena tylko wywróciła oczami. Miała dość tej małej suki, jak pozwoliła sobie ją tak nazwać.
-Powinnaś wiedzieć, że to mój kuzyn.- mruknęła wampirzyca i upiła łyk wina. Kobieta wywróciła oczami.
-A no tak. Twój tatuś był mordercą wampirów a mamusia wampirem, który był żoną twojego byłego nauczyciela historii.- zakpiła brunetka i przeczesała włosy. Elena przymknęła oczy. Tak, zabolało.
-Czego od nas chcesz?-syknęła Gilbert. Kobieta uśmiechnęła się kpiąco.
-Twoja mała czarownica jest uparta. A po za tym, lubię bawić się z ludźmi.- dodała i wstała.- Muszę iść, przekaż swoim chłopcom, że niepotrzebnie szukają ciała hybrydy. Nie znajdą go.- syknęła i opuściła dom. Elena schowała twarz w dłonie. Oczywiście, zaraz obok niej pojawiła się Bonnie.
-Nie powinnaś tego robić. Ona wie wszystko.-powiedziała cicho. Bonnie miała rację. Zawsze. W jej liście było to jasno powiedziane. Wie wszystko i bierze co chce. Teraz chciała jej głowy. To było jasne. W sposób w jaki się obnosiła w stosunku do niej, mówił wszystko. Chciała jej śmierci.
-Damy radę.- powiedziała cicho. Elena się uspokoiła. Uwierzyła w to. Bonnie nie wierzyła, ale był sposób by ją zatrzymać. I zrobi to dziś. Dzisiejszej nocy odda jej swoje życie.
-Tak, damy.- Gilbert przytuliła mulatkę. Bonnie oddała uścisk. Odda życie by jej przyjaciele mogli żyć.


~*~

-Co?- spytała zszokowana brunetka. Nie takiej reakcji spodziewała się młoda czarownica. Spodziewała się radości, nie szoku.
-Oddaje ci swoje życie. Zrób ze mną co chcesz.- powtórzyła cicho mulatka. Las, w którym się spotkały przerażał ją, ale nie tak jak stojąca przed nią kobieta. Ona przerażała ją do szpiku kości. Po chwili kobieta zaśmiała się głośno. Bonnie zadrżała słysząc ten dźwięk.
-Nie chcę twojego życia. Już zapłaciłaś za wezwanie mnie.- powiedziała z kpiącym uśmiechem. Mulatka zmarszczyła brwi. O co mogło jej chodzić? Kątem oka zauważyła ruch w krzakach. Wszystko szło zgodnie z planem. Dopadną ją i dowiedzą się wszystkiego co chcą o niej wiedzieć.
-O czym ty mówisz?- spytała ze strachem Bonnie. Kobieta uśmiechnęła się kpiąco. O tak, dobrze się bawiła.
-Odwołaj swoich przyjaciół albo twojemu chłoptasiowi coś się stanie.- warknęła cicho. Czarownica zrobiła krok do tyłu. Skąd ona wiedziała?
-Jak niby mu coś zrobisz? Jest teraz w domu. U siebie. Nie możesz tam wejść.- Bonnie nie wiedziała skąd to wie, ale wiedziała.
-Zadzwoń do niego.- wystawiła dłoń z telefonem w jej stronę. Bonnie niepewnie wzięła telefon i wykręciła numer chłopaka. Po trzech sygnałach chłopak odebrał.
-Bonnie? Coś się stało?- spytał cicho. Czarownica zamarła i rozłączyła się.
-Zahipnotyzowałaś go.- powiedziała oskarżycielsko czarownica. Poczuła na swoim ramieniu dłoń. Obok niej stała Caroline.
-Miał się nie wygadać, teraz musimy przyśpieszyć mój plan.-westchnęła cicho i spojrzała w bok. Bonnie podążyła wzrokiem za nią. Stał tam Damon. Nie wyglądał na szczęśliwego.
-I zaczniemy od ostrzeżenia. Oddaj Jeremy'iego albo cię zabiję.- warknął. Brunetka uniosła brew i uśmiechnęła się kpiąco.
-Możesz go wziąć go sam. Jeremy!- zawołała głośno. Zza drzewa wyszedł młody łowca. Kobieta wskazała na niego dłonią.- Proszę, jest wasz.- powiedziała beznamiętnie. Nagle obok niego pojawiła się młoda Gilbert. Pociągnęła się do tyłu ale Jeremy się wyrwał.
-Nie! Nie zabieraj mnie od niej!- zawołał i odsunął się od siostry, tym samym zbliżając się do brunetki.
-Jeremy, ona jest zła.- Elena powiedziała to tonem łagodnym, jakby tłumaczyła coś dziecku. Jeremy zmarszczył brwi a w jego dłoni błysnął metal. Po chwili przyłożył sobie nóż do gardła.
-Nie zabieraj mnie od niej.- wyszeptał. Każdy na polanie zamarł. Kobieta spojrzała na rodzeństwo przez ramię i uśmiechnęła się zwycięsko. Cokolwiek teraz zrobią, Jeremy podetnie swoje gardło.
-Ups, przykro mi.- powiedziała kpiąco i obróciła się przodem do Gilbertów. Elena zacisnęła dłonie w pięści.
-Jeremy, odłóż nóż.- poprosiła cicho Bonnie. Łowca spojrzał na nią. Wydawał się jej nie widzieć.
-Jeremy, zrób to o co prosi czarownica. Nie chcę cię stracić.- powiedziała żałośnie kobieta. Gra, pomyślała Elena. Chłopak spojrzał na nią i odrzucił nóż. Podszedł do niej i przytulił ją mocno. Brunetka uśmiechnęła się, patrząc na Elenę.
-Jesteś wolny.- powiedziała łagodnie i odsunęła się od łowcy, który zamrugał zaskoczony. Brunetka rozejrzała się po polanie i westchnęła.-Bonnie, jesteś idiotką.
-Co?-zapytała wściekle Caroline, patrząc na kobietę. Ta tylko przewróciła oczami.
-Jesteś idiotką, która nie słuchała ostrzeżeń Emily.-brunetka patrząc na Bonnie, wyjęła starą kartkę.-Ona jest córką zła i nocy. Ona jest tą, która odbiera ci radość a zostawia smutek i pustkę. To ona żywi się chaosem i bólem słabych. Ona jest tą, która zbiera krwawą ofiarę. Powstrzymać jej się nie da. Zawsze zbierze swą krwawą ofiarę.-recytowała, nie patrząc na kartkę. Bonnie zadrżała.
-Ja nie...
-Myślałaś, że Emily układała jakiś wierszyk ale jej nie wyszło? To ostrzeżenie. Niestety nie dotyczy ono jakieś miłej czarownicy. Ono dotyczy mnie!-z ostatnimi słowami, wokół brunetki zapłonął krąg ognia. Wszyscy cofnęli się o krok.-Uwierz mi Bonnie, popełniłaś błąd. Nikt nie może mnie zabić!-wrzasnęła a płomienie zaczęły lizać jej twarz i włosy.-Mam tysiące lat, jestem nieśmiertelna!-ogień zgasł, nie zostawiając po sobie śladu.-Powinnam wyrwać wam wszystkim serca. Ale obiecałam komuś, że na razie będę grzeczna. Ostrzegam cię-przybliżyła się do Bonnie na odległość kilku centymetrów.-jestem wszędzie, będę wiedziała czy chcesz mnie zabić. Nie zaczynaj ze mną wojny, nie chcesz jej.-wyszeptała w jej usta i odeszła w stronę lasu.
-A może ja chcę?!-zawołał za nią brunet. Kobieta obróciła się i posłała Kolowi delikatny, niewymuszony uśmiech.
-Proszę. To, że jesteś pierwotnym nie oznacza, że się ciebie boję. To samo z tobą Klaus. Elijah. Rebekah. Zabijcie mnie, proszę.-rozłożyła dłonie z uśmiechem. Bonnie i Elena spojrzały na pierwotnych. Kol ułamał gałąź i podszedł do kobiety. Ta tylko uniosła brwi, obserwując go.
-Wiem, gdzie jest Katerina Petrova.-powiedziała cicho. Kol się zatrzymał.
-Nie zależy mi na niej.
-Ale zależy ci na Vivien Montrose. Na tej Vivien, w której się zakochałeś.-wyszeptała i uśmiechnęła się obserwując go.-Nie dasz rady mnie zabić bo zbyt ci ją przypominam.-po chwili była przyciśnięta do drzewa. Patrzyła Kolowi w oczy i uśmiechnęła się.
-Nieprawda.-warknął cicho, patrząc w jej głębokie brązowe oczy.
-Kłamiesz.-powiedziała łagodnie.-Nie umiesz kłamać Kol.-powiedziała ciepło.
-Skąd to wiesz?-Stefan uniósł brwi i spojrzał na Klausa.
-Ponieważ to ona jest pierwszą i jedyną miłością Kola. Ponieważ to ona. Vivien Montrose.-powiedział cicho, odwracając wzrok. Kol patrzył na nią i po chwili odsunął się od Vivien.
-Była. Była jedyną.-powiedział cicho a Vivien przełknęła ślinę.
-Kochasz mnie. To smutne ponieważ ja nie kocham ciebie. Chciałabym, ale nie mogę.-stanęła na palcach i musnęła delikatnie jego usta.-Ciało Tylera jest w katakumbach jego rodziny. Tyle mogę ci powiedzieć.-odsunęła się od niego i podążyła w stronę cmentarza, nie oglądając się za siebie.
-Słyszeliście? Idźcie go szukać.-warknął Kol i podążył za nią.
-Miłość. Miłość ogłupia. Miłość sprawia, że wciąż masz nadzieję, na lepsze jutro, lepsze życie. Głupi Kol, dał się uwieść istocie, która nigdy go nie pokocha.-Emily uśmiechnęła się do Bonnie.-Miała rację, nie da się jej zabić. Ale można spróbować, nieprawdaż?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz