wtorek, 14 stycznia 2014

[03] First Metting

Po ostatnim wieczorze wszyscy stwierdzili, że dzisiejszy wieczór także spędzą razem. Elena i Damon patrzyli z ciekawością na Jeremy'iego. Chłopak spędził cały dzień w pokoju. Nie chciał z nikim rozmawiać. Ledwo wyciągnęli go z domu. Chłopak siedział cicho i nie odpowiadam na pytania żadnego z przyjaciół. Bonnie przytuliła go i cicho spytała.
-Jeremy co się wczoraj wydarzyło?- chłopak wzruszył ramionami. Nie podniósł nawet wzroku. Zanim ktokolwiek zareagował chłopak powiedział głosem wypranym z emocji.
-Poszedłem na spacer do lasu. By przemyśleć kilka spraw. Zaczęło się ściemniać więc zdecydowałem wracać. Ale jakby znikąd wyskoczył wampir. Próbował się na mnie pożywić. Uciekłem ale mnie dogonił więc postanowiłem walczyć. Ale nie miałem broni a ten wampir był silny. W końcu padłem i uderzyłem głową o kamień. Gdy on próbował się mną pożywić, coś go odciągnęło. Podniosłem się nieco i zobaczyłem, że leży martwy na ziemi. Bez głowy. Nad nim stała jakaś dziewczyna. Nie widziałem jej twarzy bo patrzyła na martwego wampira. Później chyba zemdlałem. Obudziłem się w domu. Nawet nie wiem jakim cudem się tam znalazłem!- przez całą jego opowieść nikt nawet nie drgnął. Przez głowę jego starszej siostry przeszła myśl. Skoro zemdlał jakim cudem znalazł się pod drzwiami ich domu?! Próbowała to zrozumieć gdy nagły podmuch wiatru otworzył drzwi. Wszyscy spojrzeli w ich stronę. Damon poszedł i zamknął je z cichym trzaskiem. Kiedy Elena miała zadać nurtujące ją pytanie na ziemię upadła butelka z bursztynową cieczą.
-Dobra! Który to był?- warknął Damon podchodząc do przyjaciół. Każdy pokręcił głową.
-Może to był...- trzask przerwał Caroline w połowie zdania. Jak się okazało na ziemię runął jeden z wielu obrazów ozdabiających pensjonat Salvatorów. To dziwne, pomyślała Elena, wstając. Jeremy obserwował to wszystko i prawie krzyknął gdy zobaczył obok siebie uśmiechniętą brunetkę. Po całym domu rozległo się echo krzyku blondynki. Jeremy ledwo to zauważył. Nie mógł oderwać wzroku od nieznajomej. Oczy były otoczone wachlarzem rzęs. Jej tęczówki były koloru gorącej, płynnej czekolady. Jej policzki były lekko rumiane a usta pełne, malinowe. Była oddalona od niego o kilka centymetrów. Wystarczyło lekko się przesunąć i... Nie! Chłopak w szoku obrócił głowę. Ponownie spojrzał na dziewczynę. Ale ona nie zwracała na niego uwagi. Patrzyła natomiast na Bonnie.
-Witaj Bonnie Bennet.- powiedziała dziewczyna z wrednym uśmieszkiem na ustach. Chłopak oderwany od rozmyślań na temat nieznajomej spojrzał na swoją dziewczynę. Była lekko zszokowana ale udawała spokój.
-Skąd wiesz jak się nazywam?- spytała. W jej głosie dało się usłyszeć lekkie drżenie. Uśmiech brunetki się poszerzył ale nie odpowiedziała.
-No więc chyba nie wiesz kim jestem. Szkoda bo jestem zmuszona zrobić to.- powiedziała brunetka po czym skręciła kark młodemu łowcy. Elena podbiegła do chłopaka.
-Czemu to zrobiłaś?!- krzyknęła brunetka wściekle patrząc na swojego młodszego brata.
-Niezręczna sytuacja. Ale na waszym miejscu cieszyłam bym się, że ma pierścień oszukujący śmierć.- powiedziała. Każdy spojrzał na nią w szoku. Skąd ona mogła o tym wiedzieć? Dziewczyna zaśmiała się. Po chwili ucichła. Spojrzała poważnie na Bonnie.
-To tylko ostrzeżenie, czarownico. Lepiej przypomnij sobie kim jestem bo inaczej skrzywdzę twoich bliskich.- powiedziała ostrzegawczym tonem i ruszyła w stronę wyjścia. Nikt nie patrzył już na nią tylko na bezwładne ciało Jeremy'iego leżącego u stóp kanapy. W powietrzu wisiały nieme pytania.
Kim była ta dziewczyna i czego chciała?

***

Mężczyzna jak zwykle siedział przy barze. W szklance, którą trzymał, znajdowała się bursztynowa ciecz. Upił kolejny łyk, wpatrując się bezcelowo przed siebie. Słyszał bicie każdego z gości i pracowników tego lokalu. Słyszał krew płynącą w ich żyłach. Czuł zapach drogich perfum jakieś kobiety w średnim wieku oraz odór alkoholu pochodzący od pijaczyny na drugim końcu baru.
-Poproszę whiskey.- usłyszał kobiecy głos po swojej lewej. Nie był pewny ale wydawało mu się, że skądś kojarzył ten głos. Spojrzał na lewo i zszokowany zassał powietrze. Kobieta siedząca koło niego było obrócona do niego bokiem. Jej brązowe włosy kaskadami spływały na jej plecy. Dziewczyna obróciła się w stronę mężczyzny. W szoku omal nie spadł z krzesła.
-Vivien.- wyszeptał. Brunetka spojrzała na niego swoimi przenikliwymi oczami, jakby chciała zajrzeć w głąb jego duszy. Przekrzywiła głową na bok. Na jej usta wpłynął uśmiech.
-Klaus! Ile to wieków minęło?- spytała dziewczyna zbyt radośnie. Barman postawił przed nią kieliszek z bursztynową, klarowną cieczą. Brunetka posłała mu uśmiech wdzięczności. Zaraz jednak wróciła wzrokiem na swojego towarzysza.
-Co ty tu robisz?- warknął cicho w jej stronę. Dziewczyna zachichotała i położyła mu dłoń na ramieniu.
-Och Klaus. Nie takiego cię zapamiętałam.- powiedziała zjeżdżając swoją drobną ręką na klatkę piersiową ciemnego blondyna. Przybliżyła się do niego. Zaczęła rysować wzory na koszulce mężczyzny.
-Tamten Klaus-wyszeptała wprost do jego ucha.- cieszyłby się, że pojawiłam się w tym samym mieście co on.- dziewczyna odsunęła się od niego ale nie zdjęła ręki z klatki piersiowej mężczyzny. Złapał ją i odsunął od siebie. Dziewczyna zachichotała. Upiła łyk alkoholu i spojrzała na drzwi wejściowe. Wypiła resztę whiskey i rzuciła banknot na blat. Klaus uniósł obie brwi do góry. Brunetka wywróciła oczami z uśmiechem.
-Lepiej by twoja dziewczyna nie widziała mnie tu razem z tobą.- powiedziała śpiewnie kierując się w stronę toalet. Gdy tylko blondynka pojawiła się przed mężczyzną, brunetka ruszyła w stronę wyjścia. Gdy stała przy drzwiach posłała mu uśmiech. Nie wiedział jeszcze co ona kombinuję ale wiedział, że to nic dobrego. Musi się dowiedzieć zanim wprowadzi plan w życie. Zanim zrujnuje mu życie w Mystic Falls.

czwartek, 2 stycznia 2014

[02] You have to stop it

Elena patrzyła jak jej przyjaciółki wieszają długie łańcuchy w jej domu. Stwierdziły, że wspaniale będzie urządzić zabawę akurat w jej domu. Brunetka zaśmiała się na widok głupich min blondynki. Po chwili śmiały się wszystkie. W domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Brunetka zeskoczyła z blatu i ruszyła w stronę przedpokoju. W drzwiach stał Damon ze Stefanem. Była zdziwiona ale zaprosiła mężczyzn. W ciągu godziny dzwonek zadzwonił już tylko raz. Był to gość od pizzy. Zaczęło się ściemniać a jej brat nie wracał. Usłyszała ciche skrobanie po drewnianej powierzchni drzwi. Otworzyła drzwi. Spojrzała w dół i z krzyknęła. Na ganku leżał jej brat. Był nieprzytomny. Uklęknęła przy nim. W domu rozległ się pełen grozy krzyk Bonnie. Brunetka była rozdarta ostatecznie pobiegła do przyjaciółki po tym jak Stefan powiedział, że zajmie się Gilbertem. Na środku pokoju stała czarownica, która z przerażeniem patrzyła przed siebie. Dziewczyna widziała tam jedynie niewyraźny zarys sylwetki. Po chwili im oczom ukazała się starsza kobieta. Jej włosy były skręcone w dredy, do których były poprzyczepiane różnej wielkości koraliki i różnokolorowe wstążki. Kobieta wodziła wzrokiem po twarzach wszystkich osób w pokoju.
-Kim ty jesteś?- spytała blondynka. Kobieta przeniosła swój wzrok na mulatkę. Dziewczyna w przerażeniu zrobiła krok do tyłu.
-Jestem twoim przodkiem Bonnie. Moje imię brzmi Ayana.- kobieta zwróciła się bezpośrednio do młodej Bennet. Dziewczyna w przerażeniu spojrzała na swoich przyjaciół. Po chwili dołączył do nich Stefan, który trzymał na rękach nieprzytomnego Jeremy'iego.
-Muszę was wszystkich ostrzedz. Jesteście w niebezpieczeństwie. Albowiem ktoś sprowadził do tego miasta zło. I ono nie spocznie dopóki nie zbierze swej krwawej ofiary.- z każdym zdaniem postać kobiety zdawała się niknąć.
-Ale co my mamy zrobić?- spytała żałośnie Caroline. Na twarzy kobiety pojawił się nikły uśmiech.
-Musicie ją powstrzymać zanim zbierze swą krwawą ofiarę.- jej głos dochodził jakby z oddali. W następnej chwili kobieta zniknęła. Wszyscy spojrzeli po sobie. Stefan ułożył wciąż nieprzytomnego Jeremy'iego na kanapie. W salonie nastała głucha cisza. Pierwsza otrząsnęła się Caroline, która ruszyła do kuchni po apteczkę. Ona i Stefan zajęli się młodszym bratem Eleny. W domu słychać było tylko stukot butów blondynki i tykanie zegara. Każdy zastanawiał się o co mogło chodzić kobiecie.
Jakie niebezpieczeństwo? Ile maja czasu? Jak mają powstrzymać zło? I czy dadzą radę ochronić miasto przed śmiercią?

***

Brunetka stała za krzakami i uważnie słuchała co dzieję się w domu Gilbertów. Nie była w szoku gdy ledwo żywy Jeremy przyczołgał się pod drzwi. Zmarszczyła brwi gdy usłyszała pisk młodej czarownicy. Na jej twarzy przemknął cień strachu gdy w pokoju ukazała się postać Ayany. Doskonale usłyszała każde słowo wypowiedziane przez ducha starej czarownicy. Gdy zniknęła dziewczyna przestała zwracać uwagę na to co się dzieję w domu Gilbertów. Oparła się o najbliższe drzewo i zamknęła oczy. Gdy przyjechała go Mistyc Falls nie spodziewała się, że będzie tak trudno.
-A kogo my tu mamy?- spojrzała w stronę, z której dobiegał głos. Stał tam postawny młody mężczyzna. Jego ciemne włosy były w nieładzie. Jego ubranie było pomięte i lekko brudne. Dało się zauważyć, że podróżował kilka dobrych dni. Dziewczyna posłała mu uśmiech i odepchnęła się od drzewa. Stanęła na przeciw niego.
-Tyler! Jak się masz?- spytała dziewczyna pogodnie. Mężczyzna spojrzał na nią z wściekłością. Złapał ją za gardło i podniósł do góry. Dziewczyna złapała swoimi małymi dłońmi jego rękę. Zaczęła ruszać w powietrzu nogami.
-Jak mogłaś! Myślałem, że coś na łączy, Vivien!- krzyknął chłopak wściekle. W jego oczach pojawiły się łzy. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
-Bo łączy Tyler! Byłam po prostu wściekła. Nie wiedziałam co robię.- powiedziała cicho. Chłopak postawił ją na ziemi i puścił. Ale za to złapał ją za ramię. Dziewczyna spojrzała w jego brązowe oczy.
-To czemu uciekłaś?- spytał nieco spokojniej chłopak. Brunetka spuściła wzrok i pociągnęła cicho nosem. Mężczyzna złapał ją za podbródek i zmusił by spojrzała do góry. Młoda kobieta przełknęła głośno ślinę.
-Bo bałam się. Bałam się, że będziesz wściekły.- wyszeptała. Z jej oczu wypłynęły łzy. Chłopak przyciągnął ją do siebie i przytulił. Dziewczyna schowała twarz w zagłębieniu przy jego szyi. Spojrzała na niego a on złączył ich usta w delikatnym pocałunku. Gdy się od siebie odsunęli dziewczyna wyszeptała w jego usta.
-Nie wiedziałam, że jesteś aż tak głupi Tyler.- chłopak zszokowany odsunął się od niej. Przykuła go do drzewa. Chłopak spojrzał na nią ze strachem.
-Myślisz, że jestem tak głupia jak ta blondynka? Nigdy bym cię nie pokochała. Ona też nie. Kiedy tylko zniknąłeś zaczęła zabawiać się z Klausem. Ani razu o tobie nie pomyślała. A wiesz czemu? Bo cię nie kocha. Byłeś jej zabawką.- głos dziewczyny był przesiąknięty jadem. Chłopak zaczął kręcić głową. W jego brązowych oczach pojawiły się łzy. Dziewczyna zbliżyła swoje usta do jego ucha.
-Dla mnie byłeś tylko informatorem. Zabawką, która jest mi teraz niepotrzebna.- dziewczyna musnęła lekko płatek ucha hybrydy. Chłopak odepchnął ją od siebie. Brunetka z łatwością utrzymała równowagę. Chłopak złamał jakąś gałąź. Spojrzał na dziewczynę. Jego oczy płonęły wściekłością. Gdy zamachnął się na dziewczynę ona po prostu zrobiła nie wielki ruch. Po chwili mężczyzna padł martwy na ziemię. Tym razem na dobre. W drobnej dłoni brązowookiej spoczywało serce hybrydy. Rzuciła je na ziemię i podeszła do ciała chłopaka. Zakrwawioną ręką pogłaskała go po twarzy. Na jej twarzy majaczył uśmiech. Wyprostowała się i obejrzała na dom. W salonie dalej paliło się światło a wszyscy starali się dowiedzieć co stało się z łowcą. W końcu dziewczyna ruszyła przed siebie. Obiecała sobie, że Bonnie w końcu się o niej dowie. I to wkrótce.