Vivien siedziała i czekała blisko godziny. W końcu drzwiach Grilla pojawił się mężczyzna, którego rozpoznała by wszędzie. Wstała od stołu i uściskała go. Ile oni się nie widzieli? Gdy usiedli i zamówili, kobieta nie wytrzymała.
-Czemu chciałeś się spotkać?- ton jej głosu pozostał beznamiętny. Mężczyzna spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem.
-Czemu podejrzewasz, że miałem cel w tym by się z tobą spotkać?- spytał urażony. Kobieta uśmiechnęła się i złapała jego dłoń.
-Wiem, że Klaus powiedział ci, że wróciłam. A po za tym znam cię nie od dziś, Elijah. Więc, czemu?- spytała zabierając dłoń. Podziękowała gdy kelnerka przyniosła jej zamówioną kawę. Przeniosła wzrok na swojego starego przyjaciela.
-Racja, znasz mnie lepiej niż ktokolwiek. Ze wzgląd na dawne czasy muszę spytać. Czemu wróciłaś, Vivien? Czemu teraz?- dziewczyna spuściła wzrok. Zaczęła bawić się pierścionkiem.
-Nie martw się, Elijah. Nie dotyczy to ciebie, ani nikogo, którego chcesz chronić. Tylko ja, Klaus i on.- podniosła wzrok na swojego towarzysza. Na jedno słowo, Elijah się wzdrygnął. Brunetka upiła łyk kawy.
-Czy ten on to nie jest przypadkiem ja?- Vivien, wzdrygnęła się słysząc jego głos. Obróciła się i trawiła na jego szarozielone oczy.
-Kol, bracie. Wieki minęły.- powiedział Elijah, ściskając brata. Ten wciąż nie odrywał wzroku od brunetki. Ona wstała i rzuciła na stół banknot.
-Muszę, już iść. Miło było cię zobaczyć, Elijah.- powiedziała, przytulając mężczyznę. Kol złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Czemu zachowujesz się jakbym cię nie obchodził?- warknął w jej stronę. Dziewczyna spojrzała w jego oczy.
-Bo mnie nie obchodzisz, od momentu, w którym wyłączyłam swoje człowieczeństwo.- warknęła wyrywając się z jego ramion. Nałożyła płaszcz i opuściła lokal. Pomimo ciepłych ubrań, poczuła chłód. Ruszyła wolnym krokiem w stronę domu Salvatorów. Lecz po chwili zatrzymała się. Ruszyła w stronę starego cmentarza. Bez problemu znalazła dany grób. Przed nim klęczał młody chłopak.
-Niebezpiecznie jest być samemu na cmentarzu w nocy. Zwłaszcza po tym co stało ci się w lesie.- powiedziała. Gdy chłopak się obrócił zauważyła w jego oczach ulgę. Uśmiechnęła się, klękając obok niego. Patrzyła na idealnie wyryte litery. A więc to tutaj spoczywali rodzice rodzeństwa. Dziewczyna zadrżała pod wpływem zimnego podmuchu wiatru. Chłopak to zauważył bo położył na jej ramionach swoją kurtkę.
-Jeremy ja nie...
-Nic mi nie będzie.- powiedział trzymając dłonie na jej ramionach. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. Po chwili jej uśmiech zniknął.
-Przepraszam Jeremy. Za to, że skręciłam ci kark.- powiedziała, odwracając wzrok. Spojrzała na nagrobek. Wyglądam idealnie, pośród innych opuszczonych i niezadbanych kamieni.
-Nic się nie stało. W sumie, dzięki tobie wciąż żyję. Bo to ty uratowałaś mnie w lesie. To byłaś ty.- powiedział. Dziewczyna spojrzała na niego.
-Skąd ta pewność?- spytała radośnie. Droczyła się z nim. Chłopak zaśmiał się i nieświadomie splótł swoje palce razem z palcami młodej kobiety.
-Nawet nie wiem jak masz na imię.- powiedział chłopak patrząc w jej oczy.
-Vivien. Mam na imię Vivien.- wymruczała dziewczyna. Chłopak w końcu się złamał. Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Najpierw dziewczyna była zszokowana ale zaraz potem zamknęła oczy i oddał pocałunek. Przez kilka chwili, które dla nich wydawały się wiecznością, walczyli o dominacje. W końcu się od siebie odsunęli. Ich oddechy były nie równe. Kobieta była zdziwiona a zarazem zachwycona. Lecz do głosu doszedł rozsądek.
-Nikt nie może się dowiedzieć, Jeremy.- powiedziała patrząc w jego oczy. Chłopak spojrzał na nią, przytakując lekko. Dziewczyna spojrzała na niego i delikatnie musnęła jego usta. Wstała i oddała mu kurtkę. Gdy zaczęła odchodzić chłopak zawołał.
-A co jeśli będę chciał się spotkać?- dziewczyna obejrzała się za siebie. Uśmiechnęła się.
-Będę o tym wiedziała. A teraz, życzę ci miłego wieczoru, łowco.- powiedziała pogodnie po czym ruszyła w stronę lasu. Chłopak był zdziwiony ale zarazem podekscytowany. Tak samo jak brunetka. Tyle, że ona nie bała się konsekwencji tego romansu.
****
-Klaus uspokój się! Co ma znaczyć te twoje bełkotanie?- mruknęła wkurzona brunetka do telefonu. Nienawidziła poranków jako człowiek a co dopiero jako "potwór". Klaus wybełkotał coś widocznie zirytowany. Dziewczyna wstała i ruszyła w stronę lustra.
-Będę u ciebie za pół godziny.- warknęła i zakończyła połączenie. Ubrała czarne rurki i białą koszule. Do tego buty na obcasie. Związała swoje włosy w koka. Zabrała torebkę i wyszła z mieszkania. W ciągu piętnastu minut znalazła się pod posiadłością Mikaelsonów. Nie zapukała tylko od razu otworzyła drzwi. Kilka hybryd spojrzała na nią z wściekłością. Zbyła ich machnięciem ręki. Ruszyła w stronę gabinetu pierwotnego. W środku był Klaus, Elijah oraz zdenerwowana blondynka. Vivien uniosła brwi.
-A ona tu po co?- wskazała palcem na dziewczyna. Tamta tylko prychnęła i usiadła na kanapie. Vivien uniosła brwi jeszcze wyżej ale nic nie powiedziała.
-Czego chcesz Klaus? Nie mam dla ciebie całego dnia.- powiedziała, nalewając bursztynowej cieczy do kryształowej karafki.
-Czy wyłączyłaś człowieczeństwo?- spytał prosto z mostu, Klaus. Dziewczyna spojrzała na niego a później na jego starszego brata.
-Powiedziałeś mu.- powiedziała z wyrzutem. Mogła się tego spodziewać. W końcu to bracia Mikaelson. Zawsze mówią sobie wszystko.
-Vivien, czy wyłączyłaś swoje człowieczeństwo?- spytał podirytowany pierwotny.
-To ona jest wampirzycą?- spytała zszokowana Caroline. Dziewczyna tylko wywróciła oczami.
-Spostrzegawcza jesteś. Myślisz, że czemu dałam radę zabić hybrydę i skręcić ci kark?- warknęła w jej stronę. Upiła łyk alkoholu i spojrzała na hybrydę.
-Nawet jeśli wyłączyłam to co? Zabijesz mnie?- spytała ironicznie. Klaus zrozumiał czemu taka była. Bez uczuć była bezwzględna. Nie była to ta sama Vivien. W końcu dziewczyna się uśmiechnęła.
-Skoro to wszystko mam dużo spraw do załatwienia.- powiedziała i opuściła pomieszczenie. Caroline wciąż zszokowana siedziała na kanapie. W końcu Klaus podszedł do niej i zahipnotyzował ją. Elijah tylko pokręcił głową.
-Nie musi wiedzieć, że Vivien to wampirzyca.- warknął w stronę brata.W końcu jednak zadał sobie pytanie. Co skłoniło Vivien do wyłączenia człowieczeństwa?
****
Brunetka siedziała na ławce w parku i czekała. Czekała na coś bliżej nie określonego. W końcu dosiadł się do niej młody chłopak.
-Skąd wiedziałem, że tu będziesz?- spytał zszokowany. Dziewczyna wzruszyła ramionami. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
-Nie wiem, Jeremy. Lepiej, żebyś stąd poszedł. Jakoś nie mam ochoty na spotkanie z twoimi przyjaciółmi.- warknęła cicho. Wstała i ruszyła w stronę swojego tymczasowego domu. Usłyszała za sobą kroki. Miała ochotę powiedzieć chłopakowi by wracałam do domu. Jednak odpuściła. Gdy tylko otwarła drzwi, chłopak złapał ją za rękę. Brunetka wysupłała się i ruszyła w stronę kuchni. Wyjęła z lodówki sok i nalała go do wysokiej szklanki. Podstawiła ją przed młodym łowcom. Upił łyk i rozejrzał się po pomieszczeniu. Kuchnia była oddzielona od salonu długim blatem.
-Nie spodziewałem, że będziesz mieszkać w takim domu.- wyszeptał. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała na wielkie okna, sięgające od ziemi aż do sufitu. Spojrzała na chłopaka, który wpatrywał się w nią od kilku chwil. Kiedy dziewczyna miała coś powiedzieć, zadzwonił jej telefon. Brunetka zmarszczyła brwi i odebrała.
-Gdzie jest Jeremy?- usłyszała gorączkowy ton Elijah. Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała na chłopaka.
-Skąd ja mam to niby wiedzieć?- spytała beznamiętnie. Chłopak zmarszczył brwi ale dziewczyna pokręciła głową. Pokazała mu, żeby był cicho.
-Mystic Falls jest małe. Ktoś widział jak z nim szłaś. Więc?- ponowił pytanie pierwotny. Mogła mu powiedzieć, żeby spadał. Ale zamiast tego zaśmiała się.
-A co? Czarownica zanim się stęskniła? Elijah posłuchaj nie mam powodów by go skrzywdzić. Więc nie martw się.- powiedziała spokojnie. Mówiła prawdę. Jak na razie nie miała powodów by krzywdzić łowcę.
-Mogę ci zaufać?- usłyszała cichy szept mężczyzny. Zastanowiła się, patrząc na chłopaka.
-Możesz.- powiedziała po czym zakończyła połączenie. Spojrzała uważnie na chłopaka.
-Powiedziałeś im.- to nie było pytanie. To było oskarżenie. Jeremy siedział zszokowany. Vivien odwróciła wzrok. Poczuła, że pod jej powiekami, zbierają się łzy. Zamrugała szybko.
-Nie! Nie zrobiłem tego, Vivien.- powiedział podchodząc do niej. Dziewczyna wystawiła przed siebie swoją drobną dłoń.
-To skąd Elijah wiedział, że tu będziesz?!-krzyknęła dziewczyna. Jeremy spojrzał na nią. Była piękna. Zarumienione policzki, błyszczące oczy i te kuszące, malinowe usta. Chłopak przyciągnął ją do siebie i przytulił. Dziewczyna bez oporów wtuliła twarz, w zagłębieniu jego szyi.
-Powinieneś już iść.- wyszeptała przerywając ciszę. Jeremy spojrzał na nią ale w końcu skinął głową. Gdy dziewczyna usłyszała zatrzaskiwane drzwi udała się do piwnicy. Znalazła szkatułkę i wyjęła z niej fiolkę z czerwoną cieczą. Zacisnęła na niej swoje chude palce. Po chwili schowała ją to pudełka i zamknęła wieko. Obiecała sobie, że nikt się o tym nie dowie. I obietnicy dotrzyma.
sobota, 15 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
[05] Your friends know, who am I?
-Przestań dramatyzować Klaus. Przecież nic jej nie zrobiłam, tak jak prosiłeś.- mruknęła znudzona dziewczyna. Hybryda spojrzał na nią z niedowierzaniem. Od kiedy zrobiła, się taka... bezuczuciowa? Nie taką ją pamiętał.
-Nie chodzi mi o to Vivien. Chodzi mi o to, że odważyłaś się w ogóle pokazać jej ten list! Skąd ty w ogóle wiesz o tym?- spytał z irytacją pierwotny. Dziewczyna wywróciła oczami. Wzruszyła ramionami, widząc jego spojrzenie.
-Mam swoje źródła. Nie martw się Klaus, tylko ona widziała, ten list.- powiedziała z lekką irytacją. Przeczesała włosy dłonią. Czemu on tak się denerwował? W końcu tego chciał. Klaus wyciągnął z kieszeni komórkę. Uśmiechnął się widząc kto do niego dzwoni. Lecz odrzucił połączenie. Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała na hybrydę.
-Nie powinno cię to interesować.- warknął w jej stronę. Jej brwi podjechały jeszcze wyżej ale nic nie powiedziała.
-Mogę już iść? Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia.- mruknęła patrząc przez okno. Klaus mruknął w jej stronę kilka słów. Uznała to za tak. Gdy tylko wyszła wyciągnęła z torby telefon. Miała jeszcze trzy godziny. Trzy godziny dzieliły ją od zrealizowania jej planu.
****
Wszyscy siedzieli cicho. Nawet rozgadana Caroline. Czekali na przyjście Bonnie. Jeremy chodził po salonie. Nie wiedział czy jego dziewczyna przyjdzie. Gdy tylko przekazał jej list, kazała mu iść do Salvatorów i czekać na nią. Czuł, że powinien go przeczytać ale nie zrobił tego. Czemu on musi być takim idiotom? Mógł go przeczytać, więc czemu tego nie zrobił? Zatrzymał się zszokowany. Bo tamta dziewczyna się tego spodziewała. Dała mu list. Dała mu go bo spodziewała się, że on go przeczyta. Jeremy nie mógł uwierzyć, że pozwolił się otumanić jakiejś tam dziewczynie. Po chwili do pomieszczenia weszła niska mulatka. Jeremy spojrzał na nią. W jej oczach zauważył strach oraz rezygnacje. Podeszła do młodego łowcy i wtuliła się w niego.
-Ona wie wszystko.- mruknęła, wtulając się mocniej w młodego chłopaka. Zszokowany stał i nie wiedział co powiedzieć lub zrobić.
-Wreszcie wszyscy są!- usłyszeli radosny głos. Wszyscy spojrzeli w stronę wejścia do salonu. Stała tam niska brunetka. Bonnie wtuliła się w ciało łowcy. Spojrzała na parę i skrzyżowała ramiona na piersi.
-Pamiętasz kim jestem, czarownico, czy nie za bardzo?- spytała sceptycznie. Mulatka przełknęła głośno ślinę. Puściła Jeremy'iego i zrobiła kilka kroków do przodu.
-Pamiętam.- wymruczała, patrząc na swoje buty. Była słaba. I wiedziała, że kobieta wie. Usłyszała stukot obcasów a zaraz potem poczuła woń lawendy. Spojrzała w jej oczy w kolorze płynnej czekolady.
-Więc kim jestem?- drążyła kobieta. Bonnie wyprostowała się i spojrzała hardo w jej oczy.
-Powinnaś wiedzieć kim jesteś.- powiedziała, bez krzty humoru. Dziewczyna wywróciła oczami a na jej ustach pojawił się uśmieszek.
-Zadziorna. Więc spytam tak. Czy twoi przyjaciele, wiedzą kim jestem?- spytała idąc w stronę barku z alkoholem. Czarownica nie spodziewała się tego pytania. Spojrzała na swoich przyjaciół.
-Nie.- wyszeptała. Kobieta spojrzała na nią. Jej twarz promieniała od uśmiechu zwycięstwa.
-Powiedz im. Albo ja to zrobię.- ostrzegła, upijając łyk wina. Bonnie przytaknęła, spoglądając na swoich przyjaciół.
-Bonnie, o co chodzi?- spytała przerażona Caroline. Odkąd okazało się, że ta obca kobieta, zna ich wszystkie sekrety, bała się nawet swojego cienia.
-Przepraszam Eleno, ja zrobiłam to dla ciebie?- podpowiedziała sarkastycznie brunetka, upijając kolejny łyk alkoholu. Bonnie nic nie powiedziała. Usiadła obok młodej Gilbert i posłała jej smutny uśmiech.
-Mam tego dość.- warknął Klaus pojawiając się w salonie. Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem. Po chwili przeniosła wzrok na czarownicę. Zmrużyła oczy i cały czas patrząc na nią powiedziała:
-Twoja Caroline jest cała. Nic jej nie zrobiłam. A teraz wynoś się lub powiem im o...
-O czym?- spytał z irytacją pierwotny. Brunetka przeniosła na niego wzrok. Przez chwilę wyglądała jakby się bała. Lecz po chwili na jej ustach zakwitł szyderczy uśmieszek.
-Mam pytanie. Gdzie jest Tyler?- spytała, udając zdziwienie. Każdy wzdrygnął się słysząc ton jej głosu. Było jasne. Ona coś wie.
-Gdzie jest twoja, pierwsza udana hybryda, Klaus?- warknęła w jego stronę. Mikaelson spojrzał na nią ze strachem. Lub bardziej z zainteresowaniem.
-Nie wiem. Ale jestem pewny, że mi powiesz.- powiedział, mrużąc oczy. Dziewczyna zaśmiała się z przekąsem.
-Kiedy ostatni raz go widziałam, leżał bez serca w lasku za domem Gilbertów. Może od tego czasu coś się zmieniło.- powiedziała, pogodnie. Każdy z obecnych w pokoju zassał z przerażenia powietrze. Klaus w mgnieniu oka pojawił się przy niej.
-Coś ty zrobiła?- wycedził, przez zaciśnięte zęby. Brunetka wywróciła oczami.
-Był bardzo przydatnym źródłem informacji. Do czasu aż się zakochał. Gdy nie był potrzebny wyrwałam mu serce.- powiedziała z uśmiechem tryumfu. Klaus złapał ją za gardło i pociągnął do góry. Dziewczyna złapała jego dłonie i spojrzała na niego.
-Zapłacisz za to.- wyszeptała słabo blondynka. Dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie.
-Kotku, ja już za to płacę. A jeśli mnie nie puścisz Klaus, to ona zapłaci.- warknęła w stronę hybrydy. Niestety, mężczyzna nic sobie z tego nie zrobił. Kobieta zamknęła oczy i kopnęła go z całej siły w brzuch. Ciemny blondyn skulił się i puścił kobietę. W ciągu sekundy blondynka była przy niej. I gdy miała jej wyrwać serce, brunetka skręciła wampirzycy kark. Każdy patrzył z szokiem to na nią, to na martwą, na kilka chwil blondynkę i w końcu na leżącego na podłodze pierwotnego.
-Ostrzegałam, Klaus. Nie posłuchałeś. Ciesz się, ze to tylko skręcony kark a nie na przykład wyrwane serce.- powiedziała, oddychając szybko i płytko, jakby przebiegła maraton. Hybryda spojrzał na nią i zaraz potem, znalazł się przy wampirzycy.
-A i jeszcze jedno, nie było by mnie tu gdyby nie wasza ukochana czarownica. Spytaj się jej czemu tu jestem. Może tobie odpowie.- mruknęła patrząc na mulatkę. Po chwili jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Spojrzała na Elenę.
-Powinnaś się cieszyć, że masz tak dobrą przyjaciółkę Eleno. Ale przykro mi Bonnie, dopóki im nie powiesz, mam związane ręce.- powiedziała metaforycznie wyciągając zbliżone do siebie nadgarstki. Bonnie spojrzała na nią ze zdziwieniem. Kobieta wzruszyła ramionami.
-Każde zaklęcie ma swoje zasady. Przykro mi, Bonnie.- czarownica przytaknęła i spojrzała na przyjaciół.
-Ona jest tu bo ją wezwałam. Czytałam o niej w księdze zaklęć Emily. Ona może ci pomóc Eleno. Może sprawić, że znów będziesz człowiekiem.- powiedziała radośnie. Każdy spojrzał z niemym pytaniem na kobietę, która stała przy "zwłokach" Caroline.
-Czy to prawda?- spytał z nadzieją, Stefan. Kobieta spojrzała na Klausa, po czym znów przeniosła wzrok na Elenę.
-Jeśli tylko tego chcesz, Eleno. Możesz znów być człowiek.- powiedziała, radośnie niczym dziecko mulatka. Klaus parsknął cicho. Teraz było jasne czemu tu jest. Klaus wstał i spojrzał na brunetkę.
-Czemu po prostu tego nie powiesz?- spytał. Kobieta nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. Nie przerywała kontaktu wzrokowego z wampirzycą.
-Masz lekarstwo?- wyszeptała Elena. Kobieta spojrzała na każde z osobna. W końcu spojrzała na pierwotnego.
-Jeśli tego chcesz.- wyszeptała. Wróciła wzrokiem na Elenę.- Mam je Eleno, ale nie mogę ci pomóc. Przybyłam tu tylko po to by zerwać zaklęcie. Teraz mogę już stąd zniknąć, tak jak tego chciałeś Klaus.- powiedziała poprawiając torebkę. Ruszyła w stronę wyjścia. Zatrzymała się i spojrzała na pierwotnego.
-Ale to nie oznacza, że zniknę Klaus. Zapamiętaj jak bezpiecznie się czułeś dopóki mnie tu nie było. Zapamiętaj to uczucie, bo od tego momentu zamierzam zmienić twoje wieczne życie w piekło. Tak jak ty zrobiłeś to z moim.- warknęła w jego stronę. Po chwili już jej nie było. Klaus zaklął pod nosem i zrzucił na podłogę naczynie w whiskey. Bonnie patrzyła za kobietą w szoku.
-Ja nie... ja nie rozumiem...- mruczała zszokowana czarownica. Klaus zaśmiał się pod nosem.
-Myślałaś, że możesz ją kontrolować? Zabawne, Bonnie. O ile mi wiadomo, to ona jest tym, który kontroluje innych. A teraz przepraszam, muszę do kogoś zadzwonić.- hybryda wyszła z pokoju i wyciągnął z kieszeni telefon. Wybrał dobrze mu znany numer. Uśmiechnął się gdy w słuchawce usłyszał lekko zachrypnięty głos.
-Ona wróciła.- mruknął kończąc, połączenie.
-Nie chodzi mi o to Vivien. Chodzi mi o to, że odważyłaś się w ogóle pokazać jej ten list! Skąd ty w ogóle wiesz o tym?- spytał z irytacją pierwotny. Dziewczyna wywróciła oczami. Wzruszyła ramionami, widząc jego spojrzenie.
-Mam swoje źródła. Nie martw się Klaus, tylko ona widziała, ten list.- powiedziała z lekką irytacją. Przeczesała włosy dłonią. Czemu on tak się denerwował? W końcu tego chciał. Klaus wyciągnął z kieszeni komórkę. Uśmiechnął się widząc kto do niego dzwoni. Lecz odrzucił połączenie. Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała na hybrydę.
-Nie powinno cię to interesować.- warknął w jej stronę. Jej brwi podjechały jeszcze wyżej ale nic nie powiedziała.
-Mogę już iść? Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia.- mruknęła patrząc przez okno. Klaus mruknął w jej stronę kilka słów. Uznała to za tak. Gdy tylko wyszła wyciągnęła z torby telefon. Miała jeszcze trzy godziny. Trzy godziny dzieliły ją od zrealizowania jej planu.
****
Wszyscy siedzieli cicho. Nawet rozgadana Caroline. Czekali na przyjście Bonnie. Jeremy chodził po salonie. Nie wiedział czy jego dziewczyna przyjdzie. Gdy tylko przekazał jej list, kazała mu iść do Salvatorów i czekać na nią. Czuł, że powinien go przeczytać ale nie zrobił tego. Czemu on musi być takim idiotom? Mógł go przeczytać, więc czemu tego nie zrobił? Zatrzymał się zszokowany. Bo tamta dziewczyna się tego spodziewała. Dała mu list. Dała mu go bo spodziewała się, że on go przeczyta. Jeremy nie mógł uwierzyć, że pozwolił się otumanić jakiejś tam dziewczynie. Po chwili do pomieszczenia weszła niska mulatka. Jeremy spojrzał na nią. W jej oczach zauważył strach oraz rezygnacje. Podeszła do młodego łowcy i wtuliła się w niego.
-Ona wie wszystko.- mruknęła, wtulając się mocniej w młodego chłopaka. Zszokowany stał i nie wiedział co powiedzieć lub zrobić.
-Wreszcie wszyscy są!- usłyszeli radosny głos. Wszyscy spojrzeli w stronę wejścia do salonu. Stała tam niska brunetka. Bonnie wtuliła się w ciało łowcy. Spojrzała na parę i skrzyżowała ramiona na piersi.
-Pamiętasz kim jestem, czarownico, czy nie za bardzo?- spytała sceptycznie. Mulatka przełknęła głośno ślinę. Puściła Jeremy'iego i zrobiła kilka kroków do przodu.
-Pamiętam.- wymruczała, patrząc na swoje buty. Była słaba. I wiedziała, że kobieta wie. Usłyszała stukot obcasów a zaraz potem poczuła woń lawendy. Spojrzała w jej oczy w kolorze płynnej czekolady.
-Więc kim jestem?- drążyła kobieta. Bonnie wyprostowała się i spojrzała hardo w jej oczy.
-Powinnaś wiedzieć kim jesteś.- powiedziała, bez krzty humoru. Dziewczyna wywróciła oczami a na jej ustach pojawił się uśmieszek.
-Zadziorna. Więc spytam tak. Czy twoi przyjaciele, wiedzą kim jestem?- spytała idąc w stronę barku z alkoholem. Czarownica nie spodziewała się tego pytania. Spojrzała na swoich przyjaciół.
-Nie.- wyszeptała. Kobieta spojrzała na nią. Jej twarz promieniała od uśmiechu zwycięstwa.
-Powiedz im. Albo ja to zrobię.- ostrzegła, upijając łyk wina. Bonnie przytaknęła, spoglądając na swoich przyjaciół.
-Bonnie, o co chodzi?- spytała przerażona Caroline. Odkąd okazało się, że ta obca kobieta, zna ich wszystkie sekrety, bała się nawet swojego cienia.
-Przepraszam Eleno, ja zrobiłam to dla ciebie?- podpowiedziała sarkastycznie brunetka, upijając kolejny łyk alkoholu. Bonnie nic nie powiedziała. Usiadła obok młodej Gilbert i posłała jej smutny uśmiech.
-Mam tego dość.- warknął Klaus pojawiając się w salonie. Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem. Po chwili przeniosła wzrok na czarownicę. Zmrużyła oczy i cały czas patrząc na nią powiedziała:
-Twoja Caroline jest cała. Nic jej nie zrobiłam. A teraz wynoś się lub powiem im o...
-O czym?- spytał z irytacją pierwotny. Brunetka przeniosła na niego wzrok. Przez chwilę wyglądała jakby się bała. Lecz po chwili na jej ustach zakwitł szyderczy uśmieszek.
-Mam pytanie. Gdzie jest Tyler?- spytała, udając zdziwienie. Każdy wzdrygnął się słysząc ton jej głosu. Było jasne. Ona coś wie.
-Gdzie jest twoja, pierwsza udana hybryda, Klaus?- warknęła w jego stronę. Mikaelson spojrzał na nią ze strachem. Lub bardziej z zainteresowaniem.
-Nie wiem. Ale jestem pewny, że mi powiesz.- powiedział, mrużąc oczy. Dziewczyna zaśmiała się z przekąsem.
-Kiedy ostatni raz go widziałam, leżał bez serca w lasku za domem Gilbertów. Może od tego czasu coś się zmieniło.- powiedziała, pogodnie. Każdy z obecnych w pokoju zassał z przerażenia powietrze. Klaus w mgnieniu oka pojawił się przy niej.
-Coś ty zrobiła?- wycedził, przez zaciśnięte zęby. Brunetka wywróciła oczami.
-Był bardzo przydatnym źródłem informacji. Do czasu aż się zakochał. Gdy nie był potrzebny wyrwałam mu serce.- powiedziała z uśmiechem tryumfu. Klaus złapał ją za gardło i pociągnął do góry. Dziewczyna złapała jego dłonie i spojrzała na niego.
-Zapłacisz za to.- wyszeptała słabo blondynka. Dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie.
-Kotku, ja już za to płacę. A jeśli mnie nie puścisz Klaus, to ona zapłaci.- warknęła w stronę hybrydy. Niestety, mężczyzna nic sobie z tego nie zrobił. Kobieta zamknęła oczy i kopnęła go z całej siły w brzuch. Ciemny blondyn skulił się i puścił kobietę. W ciągu sekundy blondynka była przy niej. I gdy miała jej wyrwać serce, brunetka skręciła wampirzycy kark. Każdy patrzył z szokiem to na nią, to na martwą, na kilka chwil blondynkę i w końcu na leżącego na podłodze pierwotnego.
-Ostrzegałam, Klaus. Nie posłuchałeś. Ciesz się, ze to tylko skręcony kark a nie na przykład wyrwane serce.- powiedziała, oddychając szybko i płytko, jakby przebiegła maraton. Hybryda spojrzał na nią i zaraz potem, znalazł się przy wampirzycy.
-A i jeszcze jedno, nie było by mnie tu gdyby nie wasza ukochana czarownica. Spytaj się jej czemu tu jestem. Może tobie odpowie.- mruknęła patrząc na mulatkę. Po chwili jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Spojrzała na Elenę.
-Powinnaś się cieszyć, że masz tak dobrą przyjaciółkę Eleno. Ale przykro mi Bonnie, dopóki im nie powiesz, mam związane ręce.- powiedziała metaforycznie wyciągając zbliżone do siebie nadgarstki. Bonnie spojrzała na nią ze zdziwieniem. Kobieta wzruszyła ramionami.
-Każde zaklęcie ma swoje zasady. Przykro mi, Bonnie.- czarownica przytaknęła i spojrzała na przyjaciół.
-Ona jest tu bo ją wezwałam. Czytałam o niej w księdze zaklęć Emily. Ona może ci pomóc Eleno. Może sprawić, że znów będziesz człowiekiem.- powiedziała radośnie. Każdy spojrzał z niemym pytaniem na kobietę, która stała przy "zwłokach" Caroline.
-Czy to prawda?- spytał z nadzieją, Stefan. Kobieta spojrzała na Klausa, po czym znów przeniosła wzrok na Elenę.
-Jeśli tylko tego chcesz, Eleno. Możesz znów być człowiek.- powiedziała, radośnie niczym dziecko mulatka. Klaus parsknął cicho. Teraz było jasne czemu tu jest. Klaus wstał i spojrzał na brunetkę.
-Czemu po prostu tego nie powiesz?- spytał. Kobieta nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. Nie przerywała kontaktu wzrokowego z wampirzycą.
-Masz lekarstwo?- wyszeptała Elena. Kobieta spojrzała na każde z osobna. W końcu spojrzała na pierwotnego.
-Jeśli tego chcesz.- wyszeptała. Wróciła wzrokiem na Elenę.- Mam je Eleno, ale nie mogę ci pomóc. Przybyłam tu tylko po to by zerwać zaklęcie. Teraz mogę już stąd zniknąć, tak jak tego chciałeś Klaus.- powiedziała poprawiając torebkę. Ruszyła w stronę wyjścia. Zatrzymała się i spojrzała na pierwotnego.
-Ale to nie oznacza, że zniknę Klaus. Zapamiętaj jak bezpiecznie się czułeś dopóki mnie tu nie było. Zapamiętaj to uczucie, bo od tego momentu zamierzam zmienić twoje wieczne życie w piekło. Tak jak ty zrobiłeś to z moim.- warknęła w jego stronę. Po chwili już jej nie było. Klaus zaklął pod nosem i zrzucił na podłogę naczynie w whiskey. Bonnie patrzyła za kobietą w szoku.
-Ja nie... ja nie rozumiem...- mruczała zszokowana czarownica. Klaus zaśmiał się pod nosem.
-Myślałaś, że możesz ją kontrolować? Zabawne, Bonnie. O ile mi wiadomo, to ona jest tym, który kontroluje innych. A teraz przepraszam, muszę do kogoś zadzwonić.- hybryda wyszła z pokoju i wyciągnął z kieszeni telefon. Wybrał dobrze mu znany numer. Uśmiechnął się gdy w słuchawce usłyszał lekko zachrypnięty głos.
-Ona wróciła.- mruknął kończąc, połączenie.
[04] I'm one step ahead you.
Hybryda zdenerwowana krążyła po pokoju. Po raz kolejny spojrzał na jednego ze swoich sługów. W gniewie zrzucił ze stołu kryształowy wazon. Mężczyzna opuścił pomieszczenie by udać się do salonu. Przed jednym z jego obrazów stała brunetka z kryształową karafkę w dłoni.
-Nie wiedziałam, że jesteś jednym z tych sentymentalnych malarzy, Niklaus.- wypowiedziała jego imię z francuska. Mężczyzna prychnął i poszedł nalać sobie trochę bursztynowej cieczy. Kobieta dalej wpatrywała się w obraz. Przedstawiał on cień osoby stającej samotnie pośród drzew. Brunetka spojrzała na niego przez ramię i wróciła do oglądania obrazów.
-Jak tu weszłaś?- warknął Klaus. Kobieta nawet nie raczyła na niego spojrzeć. Wodziła wzrokiem od jednego płótna do drugiego. Z jej ust uleciało ciche westchnienie.
-Twoje hybrydy nie są zbyt rozgarnięte. Z łatwością je przekonałam, że chciałeś mnie wpuścić.- mruknęła. Znudzona podeszła do mężczyzny i wystawiła do niego karafkę. Hybryda nalał jej bursztynowej cieczy. Od razu upiła łyk. Klaus zastanawiał się o czym dziewczyna myśli. Kobieta spojrzała na mężczyznę i posłała mu uśmiech. Dopiła resztę napoju i ruszyła w stronę wyjścia.
-Gdzie idziesz?- spytał pierwotny. Dziewczyna przystanęła i obejrzała się na Klausa. Uśmiechnęła się tajemniczo a zarazem otwarcie. Jakby miała nadzieję, że hybryda wie.
-Odwiedzić pensjonat Salvatorów. Czy jest to dla ciebie jakiś problem?- spytała niewinnie. Mężczyzna w mgnieniu oka znalazł się przy niej.
-Spróbuj skrzywdzić Caroline a...
-A co? Zabijesz mnie?- zakpiła brunetka, przerywając mu.- Doskonale wiemy, że tego nie zrobisz. Więc nie stawaj na mojej drodze Mikaelson albo zapłaci za to ta słodziutka blondynka. Jasne?- warknęła robiąc krok w jego stronę. Pierwotny bez problemu złapał ją za gardło i uniósł. Dziewczyna zaczęła oddychać płytko walcząc o choć trochę powietrza.
-Tknij Caroline a to będzie ostatnia rzecz jaką zrobisz w swoim marnym życiu, jasne? Tylko ją tknij. Niech tylko włos z jej głowy spadnie.- warknął Klaus. Pomimo braku tlenu na usta dziewczyny wpłynął wredny uśmieszek.
-Jak będę chciała to nic jej nie zrobię. Ale jak na razie mam wielką ochotę poderżnąć jej gardło.- na widok miny mężczyzny jej uśmieszek się powiększył. Hybryda wzmocniła ucisk na gardło brunetki.
-Nie zrobisz tego.- powiedział pewny siebie. Dziewczyna zamknęła oczy.
-Sprawdź mnie.- wysyczała z jadem. Po chwili klęczała na podłodze, desperacko łapiąc oddechy. Złapała się za gardło i otwarła oczy. Podniosła wzrok i spojrzała na mężczyznę. Z jej oczu biła zimna furia. Podniosła się szybko i gdy znalazła się przy drzwiach obróciła się do hybrydy. Otwarła usta ale zaraz je zamknęła. Opuściła pomieszczenie z cichym trzaskiem drzwi. Teraz zostało już tylko echo obecności młodej kobiety. Klausowi przyszła do głowy jedna myśl. Pokręcił głową odpędzając ją.
W końcu nikt się nie zmieni, prawda?
***
-Witaj Jeremy.- młody łowca podskoczył gdy zauważył przed sobą uśmiechniętą brunetkę. W tym świetle jej oczy wydawały się niemal czarne. Chłopak delikatnie odsunął krzesło gdy dziewczyna pochyliła się nad stołem. Jej uśmiech poszerzył się gdy sięgnęła po shake'a. Upiła łyk nie spuszczając wzroku z chłopaka.
-Co ty tu robisz?- spytał szeptem, rozglądając się na boki. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Sprawdzam jak się czujesz po naszym ostatnim spotkaniu.- powiedziała, patrząc w oczy chłopaka. Jeremy poczuł buzującą wściekłość. Jak ona śmiała!
-Dwa dni temu mnie zabiłaś a teraz się martwisz jak się czuję?- chłopak starał się nie podnieść głosu ale przyszło mu to z trudem. Dziewczyna wywróciła oczami.
-Ciszej. Ludzie nie muszą o tym wiedzieć. Chyba, że bardzo chcesz trawić do wariatkowa.- posłała mu wredny uśmieszek. Po chwili wyjęła z torebki kopertę. Trzymała ją dwoma palcami. Patrzyła na powierzchnię gdy w końcu podała ją chłopakowi. On tylko spojrzał na nią ze zdziwieniem.
-Przekaż ją swojej czarownicy, łowco. Ja muszę załatwić kilka innych spraw.- ostatni raz spojrzała na chłopaka po czym wyszła. Jeremy spojrzał na nierówną powierzchnię papieru. Co kryło się w środku? Łowca powstrzymał swoją ciekawość i schował kopertę do torby. Da ją Bonnie tak jak mu polecono. Ale w sumie czemu słucha się osoby, która go zabiła?
***
-Eleno, wiem, że jesteś wkurzona ale posłuchaj mnie!- powiedziała po raz setny wampirzyca. Brunetka obróciła się w jej stronę i spojrzała na nią z irytacją.
-Czemu mam cię słuchać! Ta dziewczyna skręciła kark mojemu bratu! Więc nie dziw się, że chcę ją zabić.- powiedziała, upijając łyk alkoholu. Blondynka wywróciła oczami.
-Nie wiesz, kim jest Eleno. Skoro wiedziała, że tu jesteśmy i wiedziała że Jeremy to łowca i tego ma pierścień, musi być dobra. Musimy najpierw obmyślić plan a później...
-Później co, Caroline?- w połowie zdania, przerwał jej głos. Obie dziewczyny w tym samym czasie obejrzały się za siebie. Przed nimi stała niska brunetka. Uśmiechała się złowieszczo.
-No co, Caroline? Zabijecie mnie?- prychnęła cicho. Podeszła do stolika i do szklanej karafki, wlała bursztynowej cieczy. Spojrzała na nie upijając łyk. Caroline przesunęła się bliżej swojej przyjaciółki.
-Powinnyście wiedzieć, że jestem krok przed wami. Zawsze.- powiedziała. Po chwili w pomieszczeniu pojawił się wysoki mężczyzna. Spojrzał najpierw na przyjaciółki a później na młodą kobietę.
-Ty jesteś Damon, tak? Powiem ci, że jesteś strasznie złym chłopcem.- mruknęła, uśmiechając się ironicznie. Mężczyzna uniósł obie brwi do góry. Brunetka wywróciła oczami.
-Doskonale wiesz, że chodzi mi o Elenę. Zabrać miłość życia swojemu bratu. Nie ładnie.- uśmiechnęła się szerzej, dolewając sobie alkoholu. Spojrzała na przyjaciółki po czym upiła łyk whiskey.
-Jak już mówiłam, jestem krok przed wami.- powiedziała odstawiając pustą już karafkę. Gdy się obróciła stała przed nią blondynka.
-Dalej Caroline, skręć mi kark. Ale zanim to zrobisz- powiedziała dziewczyna, po czym wyjęła kopertę z torby.- to dla ciebie. Przeczytaj to. Teraz.- powiedziała dobitnie podając jej kawałek tektury. Blondynka nie ufnie spojrzała na niższą dziewczynę. Wzięła od niej kartonik, rozdarła go i zaczęła czytać. Z każdym zdaniem jej oczy stawały się coraz większe.
-Skąd o tym wiesz?!- krzyknęła, zrzucając list na podłogę. Brunetka wywróciła oczami.
-Mówiłam. Zawsze jestem krok przed wami. Znam każdą waszą tajemnicę, więc lepiej ze mną nie zadzierać.- powiedziała, podnosząc list. Schowała go do torby i ostatni raz spojrzała na Elenę.
-Przekaż, czarownicy by lepiej wyszła ze swojej kryjówki.- spojrzała ostatni raz na Caroline i Damona i wyszła. Para wampirów przyglądała się blondynce. W końcu dziewczyna opuściła ich posiadłość. Elena przytuliła się do Damona. Nic nie mówiła ale mężczyzna wiedział o czym myślała. I sam zadawał sobie to samo pytanie. Jakie jeszcze asy w rękawie ma ta dziewczyna?
-Nie wiedziałam, że jesteś jednym z tych sentymentalnych malarzy, Niklaus.- wypowiedziała jego imię z francuska. Mężczyzna prychnął i poszedł nalać sobie trochę bursztynowej cieczy. Kobieta dalej wpatrywała się w obraz. Przedstawiał on cień osoby stającej samotnie pośród drzew. Brunetka spojrzała na niego przez ramię i wróciła do oglądania obrazów.
-Jak tu weszłaś?- warknął Klaus. Kobieta nawet nie raczyła na niego spojrzeć. Wodziła wzrokiem od jednego płótna do drugiego. Z jej ust uleciało ciche westchnienie.
-Twoje hybrydy nie są zbyt rozgarnięte. Z łatwością je przekonałam, że chciałeś mnie wpuścić.- mruknęła. Znudzona podeszła do mężczyzny i wystawiła do niego karafkę. Hybryda nalał jej bursztynowej cieczy. Od razu upiła łyk. Klaus zastanawiał się o czym dziewczyna myśli. Kobieta spojrzała na mężczyznę i posłała mu uśmiech. Dopiła resztę napoju i ruszyła w stronę wyjścia.
-Gdzie idziesz?- spytał pierwotny. Dziewczyna przystanęła i obejrzała się na Klausa. Uśmiechnęła się tajemniczo a zarazem otwarcie. Jakby miała nadzieję, że hybryda wie.
-Odwiedzić pensjonat Salvatorów. Czy jest to dla ciebie jakiś problem?- spytała niewinnie. Mężczyzna w mgnieniu oka znalazł się przy niej.
-Spróbuj skrzywdzić Caroline a...
-A co? Zabijesz mnie?- zakpiła brunetka, przerywając mu.- Doskonale wiemy, że tego nie zrobisz. Więc nie stawaj na mojej drodze Mikaelson albo zapłaci za to ta słodziutka blondynka. Jasne?- warknęła robiąc krok w jego stronę. Pierwotny bez problemu złapał ją za gardło i uniósł. Dziewczyna zaczęła oddychać płytko walcząc o choć trochę powietrza.
-Tknij Caroline a to będzie ostatnia rzecz jaką zrobisz w swoim marnym życiu, jasne? Tylko ją tknij. Niech tylko włos z jej głowy spadnie.- warknął Klaus. Pomimo braku tlenu na usta dziewczyny wpłynął wredny uśmieszek.
-Jak będę chciała to nic jej nie zrobię. Ale jak na razie mam wielką ochotę poderżnąć jej gardło.- na widok miny mężczyzny jej uśmieszek się powiększył. Hybryda wzmocniła ucisk na gardło brunetki.
-Nie zrobisz tego.- powiedział pewny siebie. Dziewczyna zamknęła oczy.
-Sprawdź mnie.- wysyczała z jadem. Po chwili klęczała na podłodze, desperacko łapiąc oddechy. Złapała się za gardło i otwarła oczy. Podniosła wzrok i spojrzała na mężczyznę. Z jej oczu biła zimna furia. Podniosła się szybko i gdy znalazła się przy drzwiach obróciła się do hybrydy. Otwarła usta ale zaraz je zamknęła. Opuściła pomieszczenie z cichym trzaskiem drzwi. Teraz zostało już tylko echo obecności młodej kobiety. Klausowi przyszła do głowy jedna myśl. Pokręcił głową odpędzając ją.
W końcu nikt się nie zmieni, prawda?
***
-Witaj Jeremy.- młody łowca podskoczył gdy zauważył przed sobą uśmiechniętą brunetkę. W tym świetle jej oczy wydawały się niemal czarne. Chłopak delikatnie odsunął krzesło gdy dziewczyna pochyliła się nad stołem. Jej uśmiech poszerzył się gdy sięgnęła po shake'a. Upiła łyk nie spuszczając wzroku z chłopaka.
-Co ty tu robisz?- spytał szeptem, rozglądając się na boki. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
-Sprawdzam jak się czujesz po naszym ostatnim spotkaniu.- powiedziała, patrząc w oczy chłopaka. Jeremy poczuł buzującą wściekłość. Jak ona śmiała!
-Dwa dni temu mnie zabiłaś a teraz się martwisz jak się czuję?- chłopak starał się nie podnieść głosu ale przyszło mu to z trudem. Dziewczyna wywróciła oczami.
-Ciszej. Ludzie nie muszą o tym wiedzieć. Chyba, że bardzo chcesz trawić do wariatkowa.- posłała mu wredny uśmieszek. Po chwili wyjęła z torebki kopertę. Trzymała ją dwoma palcami. Patrzyła na powierzchnię gdy w końcu podała ją chłopakowi. On tylko spojrzał na nią ze zdziwieniem.
-Przekaż ją swojej czarownicy, łowco. Ja muszę załatwić kilka innych spraw.- ostatni raz spojrzała na chłopaka po czym wyszła. Jeremy spojrzał na nierówną powierzchnię papieru. Co kryło się w środku? Łowca powstrzymał swoją ciekawość i schował kopertę do torby. Da ją Bonnie tak jak mu polecono. Ale w sumie czemu słucha się osoby, która go zabiła?
***
-Eleno, wiem, że jesteś wkurzona ale posłuchaj mnie!- powiedziała po raz setny wampirzyca. Brunetka obróciła się w jej stronę i spojrzała na nią z irytacją.
-Czemu mam cię słuchać! Ta dziewczyna skręciła kark mojemu bratu! Więc nie dziw się, że chcę ją zabić.- powiedziała, upijając łyk alkoholu. Blondynka wywróciła oczami.
-Nie wiesz, kim jest Eleno. Skoro wiedziała, że tu jesteśmy i wiedziała że Jeremy to łowca i tego ma pierścień, musi być dobra. Musimy najpierw obmyślić plan a później...
-Później co, Caroline?- w połowie zdania, przerwał jej głos. Obie dziewczyny w tym samym czasie obejrzały się za siebie. Przed nimi stała niska brunetka. Uśmiechała się złowieszczo.
-No co, Caroline? Zabijecie mnie?- prychnęła cicho. Podeszła do stolika i do szklanej karafki, wlała bursztynowej cieczy. Spojrzała na nie upijając łyk. Caroline przesunęła się bliżej swojej przyjaciółki.
-Powinnyście wiedzieć, że jestem krok przed wami. Zawsze.- powiedziała. Po chwili w pomieszczeniu pojawił się wysoki mężczyzna. Spojrzał najpierw na przyjaciółki a później na młodą kobietę.
-Ty jesteś Damon, tak? Powiem ci, że jesteś strasznie złym chłopcem.- mruknęła, uśmiechając się ironicznie. Mężczyzna uniósł obie brwi do góry. Brunetka wywróciła oczami.
-Doskonale wiesz, że chodzi mi o Elenę. Zabrać miłość życia swojemu bratu. Nie ładnie.- uśmiechnęła się szerzej, dolewając sobie alkoholu. Spojrzała na przyjaciółki po czym upiła łyk whiskey.
-Jak już mówiłam, jestem krok przed wami.- powiedziała odstawiając pustą już karafkę. Gdy się obróciła stała przed nią blondynka.
-Dalej Caroline, skręć mi kark. Ale zanim to zrobisz- powiedziała dziewczyna, po czym wyjęła kopertę z torby.- to dla ciebie. Przeczytaj to. Teraz.- powiedziała dobitnie podając jej kawałek tektury. Blondynka nie ufnie spojrzała na niższą dziewczynę. Wzięła od niej kartonik, rozdarła go i zaczęła czytać. Z każdym zdaniem jej oczy stawały się coraz większe.
-Skąd o tym wiesz?!- krzyknęła, zrzucając list na podłogę. Brunetka wywróciła oczami.
-Mówiłam. Zawsze jestem krok przed wami. Znam każdą waszą tajemnicę, więc lepiej ze mną nie zadzierać.- powiedziała, podnosząc list. Schowała go do torby i ostatni raz spojrzała na Elenę.
-Przekaż, czarownicy by lepiej wyszła ze swojej kryjówki.- spojrzała ostatni raz na Caroline i Damona i wyszła. Para wampirów przyglądała się blondynce. W końcu dziewczyna opuściła ich posiadłość. Elena przytuliła się do Damona. Nic nie mówiła ale mężczyzna wiedział o czym myślała. I sam zadawał sobie to samo pytanie. Jakie jeszcze asy w rękawie ma ta dziewczyna?
wtorek, 14 stycznia 2014
[03] First Metting
Po ostatnim wieczorze wszyscy stwierdzili, że dzisiejszy wieczór także spędzą razem. Elena i Damon patrzyli z ciekawością na Jeremy'iego. Chłopak spędził cały dzień w pokoju. Nie chciał z nikim rozmawiać. Ledwo wyciągnęli go z domu. Chłopak siedział cicho i nie odpowiadam na pytania żadnego z przyjaciół. Bonnie przytuliła go i cicho spytała.
-Jeremy co się wczoraj wydarzyło?- chłopak wzruszył ramionami. Nie podniósł nawet wzroku. Zanim ktokolwiek zareagował chłopak powiedział głosem wypranym z emocji.
-Poszedłem na spacer do lasu. By przemyśleć kilka spraw. Zaczęło się ściemniać więc zdecydowałem wracać. Ale jakby znikąd wyskoczył wampir. Próbował się na mnie pożywić. Uciekłem ale mnie dogonił więc postanowiłem walczyć. Ale nie miałem broni a ten wampir był silny. W końcu padłem i uderzyłem głową o kamień. Gdy on próbował się mną pożywić, coś go odciągnęło. Podniosłem się nieco i zobaczyłem, że leży martwy na ziemi. Bez głowy. Nad nim stała jakaś dziewczyna. Nie widziałem jej twarzy bo patrzyła na martwego wampira. Później chyba zemdlałem. Obudziłem się w domu. Nawet nie wiem jakim cudem się tam znalazłem!- przez całą jego opowieść nikt nawet nie drgnął. Przez głowę jego starszej siostry przeszła myśl. Skoro zemdlał jakim cudem znalazł się pod drzwiami ich domu?! Próbowała to zrozumieć gdy nagły podmuch wiatru otworzył drzwi. Wszyscy spojrzeli w ich stronę. Damon poszedł i zamknął je z cichym trzaskiem. Kiedy Elena miała zadać nurtujące ją pytanie na ziemię upadła butelka z bursztynową cieczą.
-Dobra! Który to był?- warknął Damon podchodząc do przyjaciół. Każdy pokręcił głową.
-Może to był...- trzask przerwał Caroline w połowie zdania. Jak się okazało na ziemię runął jeden z wielu obrazów ozdabiających pensjonat Salvatorów. To dziwne, pomyślała Elena, wstając. Jeremy obserwował to wszystko i prawie krzyknął gdy zobaczył obok siebie uśmiechniętą brunetkę. Po całym domu rozległo się echo krzyku blondynki. Jeremy ledwo to zauważył. Nie mógł oderwać wzroku od nieznajomej. Oczy były otoczone wachlarzem rzęs. Jej tęczówki były koloru gorącej, płynnej czekolady. Jej policzki były lekko rumiane a usta pełne, malinowe. Była oddalona od niego o kilka centymetrów. Wystarczyło lekko się przesunąć i... Nie! Chłopak w szoku obrócił głowę. Ponownie spojrzał na dziewczynę. Ale ona nie zwracała na niego uwagi. Patrzyła natomiast na Bonnie.
-Witaj Bonnie Bennet.- powiedziała dziewczyna z wrednym uśmieszkiem na ustach. Chłopak oderwany od rozmyślań na temat nieznajomej spojrzał na swoją dziewczynę. Była lekko zszokowana ale udawała spokój.
-Skąd wiesz jak się nazywam?- spytała. W jej głosie dało się usłyszeć lekkie drżenie. Uśmiech brunetki się poszerzył ale nie odpowiedziała.
-No więc chyba nie wiesz kim jestem. Szkoda bo jestem zmuszona zrobić to.- powiedziała brunetka po czym skręciła kark młodemu łowcy. Elena podbiegła do chłopaka.
-Czemu to zrobiłaś?!- krzyknęła brunetka wściekle patrząc na swojego młodszego brata.
-Niezręczna sytuacja. Ale na waszym miejscu cieszyłam bym się, że ma pierścień oszukujący śmierć.- powiedziała. Każdy spojrzał na nią w szoku. Skąd ona mogła o tym wiedzieć? Dziewczyna zaśmiała się. Po chwili ucichła. Spojrzała poważnie na Bonnie.
-To tylko ostrzeżenie, czarownico. Lepiej przypomnij sobie kim jestem bo inaczej skrzywdzę twoich bliskich.- powiedziała ostrzegawczym tonem i ruszyła w stronę wyjścia. Nikt nie patrzył już na nią tylko na bezwładne ciało Jeremy'iego leżącego u stóp kanapy. W powietrzu wisiały nieme pytania.
Kim była ta dziewczyna i czego chciała?
***
Mężczyzna jak zwykle siedział przy barze. W szklance, którą trzymał, znajdowała się bursztynowa ciecz. Upił kolejny łyk, wpatrując się bezcelowo przed siebie. Słyszał bicie każdego z gości i pracowników tego lokalu. Słyszał krew płynącą w ich żyłach. Czuł zapach drogich perfum jakieś kobiety w średnim wieku oraz odór alkoholu pochodzący od pijaczyny na drugim końcu baru.
-Poproszę whiskey.- usłyszał kobiecy głos po swojej lewej. Nie był pewny ale wydawało mu się, że skądś kojarzył ten głos. Spojrzał na lewo i zszokowany zassał powietrze. Kobieta siedząca koło niego było obrócona do niego bokiem. Jej brązowe włosy kaskadami spływały na jej plecy. Dziewczyna obróciła się w stronę mężczyzny. W szoku omal nie spadł z krzesła.
-Vivien.- wyszeptał. Brunetka spojrzała na niego swoimi przenikliwymi oczami, jakby chciała zajrzeć w głąb jego duszy. Przekrzywiła głową na bok. Na jej usta wpłynął uśmiech.
-Klaus! Ile to wieków minęło?- spytała dziewczyna zbyt radośnie. Barman postawił przed nią kieliszek z bursztynową, klarowną cieczą. Brunetka posłała mu uśmiech wdzięczności. Zaraz jednak wróciła wzrokiem na swojego towarzysza.
-Co ty tu robisz?- warknął cicho w jej stronę. Dziewczyna zachichotała i położyła mu dłoń na ramieniu.
-Och Klaus. Nie takiego cię zapamiętałam.- powiedziała zjeżdżając swoją drobną ręką na klatkę piersiową ciemnego blondyna. Przybliżyła się do niego. Zaczęła rysować wzory na koszulce mężczyzny.
-Tamten Klaus-wyszeptała wprost do jego ucha.- cieszyłby się, że pojawiłam się w tym samym mieście co on.- dziewczyna odsunęła się od niego ale nie zdjęła ręki z klatki piersiowej mężczyzny. Złapał ją i odsunął od siebie. Dziewczyna zachichotała. Upiła łyk alkoholu i spojrzała na drzwi wejściowe. Wypiła resztę whiskey i rzuciła banknot na blat. Klaus uniósł obie brwi do góry. Brunetka wywróciła oczami z uśmiechem.
-Lepiej by twoja dziewczyna nie widziała mnie tu razem z tobą.- powiedziała śpiewnie kierując się w stronę toalet. Gdy tylko blondynka pojawiła się przed mężczyzną, brunetka ruszyła w stronę wyjścia. Gdy stała przy drzwiach posłała mu uśmiech. Nie wiedział jeszcze co ona kombinuję ale wiedział, że to nic dobrego. Musi się dowiedzieć zanim wprowadzi plan w życie. Zanim zrujnuje mu życie w Mystic Falls.
czwartek, 2 stycznia 2014
[02] You have to stop it
Elena patrzyła jak jej przyjaciółki wieszają długie łańcuchy w jej domu. Stwierdziły, że wspaniale będzie urządzić zabawę akurat w jej domu. Brunetka zaśmiała się na widok głupich min blondynki. Po chwili śmiały się wszystkie. W domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Brunetka zeskoczyła z blatu i ruszyła w stronę przedpokoju. W drzwiach stał Damon ze Stefanem. Była zdziwiona ale zaprosiła mężczyzn. W ciągu godziny dzwonek zadzwonił już tylko raz. Był to gość od pizzy. Zaczęło się ściemniać a jej brat nie wracał. Usłyszała ciche skrobanie po drewnianej powierzchni drzwi. Otworzyła drzwi. Spojrzała w dół i z krzyknęła. Na ganku leżał jej brat. Był nieprzytomny. Uklęknęła przy nim. W domu rozległ się pełen grozy krzyk Bonnie. Brunetka była rozdarta ostatecznie pobiegła do przyjaciółki po tym jak Stefan powiedział, że zajmie się Gilbertem. Na środku pokoju stała czarownica, która z przerażeniem patrzyła przed siebie. Dziewczyna widziała tam jedynie niewyraźny zarys sylwetki. Po chwili im oczom ukazała się starsza kobieta. Jej włosy były skręcone w dredy, do których były poprzyczepiane różnej wielkości koraliki i różnokolorowe wstążki. Kobieta wodziła wzrokiem po twarzach wszystkich osób w pokoju.
-Kim ty jesteś?- spytała blondynka. Kobieta przeniosła swój wzrok na mulatkę. Dziewczyna w przerażeniu zrobiła krok do tyłu.
-Jestem twoim przodkiem Bonnie. Moje imię brzmi Ayana.- kobieta zwróciła się bezpośrednio do młodej Bennet. Dziewczyna w przerażeniu spojrzała na swoich przyjaciół. Po chwili dołączył do nich Stefan, który trzymał na rękach nieprzytomnego Jeremy'iego.
-Muszę was wszystkich ostrzedz. Jesteście w niebezpieczeństwie. Albowiem ktoś sprowadził do tego miasta zło. I ono nie spocznie dopóki nie zbierze swej krwawej ofiary.- z każdym zdaniem postać kobiety zdawała się niknąć.
-Ale co my mamy zrobić?- spytała żałośnie Caroline. Na twarzy kobiety pojawił się nikły uśmiech.
-Musicie ją powstrzymać zanim zbierze swą krwawą ofiarę.- jej głos dochodził jakby z oddali. W następnej chwili kobieta zniknęła. Wszyscy spojrzeli po sobie. Stefan ułożył wciąż nieprzytomnego Jeremy'iego na kanapie. W salonie nastała głucha cisza. Pierwsza otrząsnęła się Caroline, która ruszyła do kuchni po apteczkę. Ona i Stefan zajęli się młodszym bratem Eleny. W domu słychać było tylko stukot butów blondynki i tykanie zegara. Każdy zastanawiał się o co mogło chodzić kobiecie.
Jakie niebezpieczeństwo? Ile maja czasu? Jak mają powstrzymać zło? I czy dadzą radę ochronić miasto przed śmiercią?
***
Brunetka stała za krzakami i uważnie słuchała co dzieję się w domu Gilbertów. Nie była w szoku gdy ledwo żywy Jeremy przyczołgał się pod drzwi. Zmarszczyła brwi gdy usłyszała pisk młodej czarownicy. Na jej twarzy przemknął cień strachu gdy w pokoju ukazała się postać Ayany. Doskonale usłyszała każde słowo wypowiedziane przez ducha starej czarownicy. Gdy zniknęła dziewczyna przestała zwracać uwagę na to co się dzieję w domu Gilbertów. Oparła się o najbliższe drzewo i zamknęła oczy. Gdy przyjechała go Mistyc Falls nie spodziewała się, że będzie tak trudno.
-A kogo my tu mamy?- spojrzała w stronę, z której dobiegał głos. Stał tam postawny młody mężczyzna. Jego ciemne włosy były w nieładzie. Jego ubranie było pomięte i lekko brudne. Dało się zauważyć, że podróżował kilka dobrych dni. Dziewczyna posłała mu uśmiech i odepchnęła się od drzewa. Stanęła na przeciw niego.
-Tyler! Jak się masz?- spytała dziewczyna pogodnie. Mężczyzna spojrzał na nią z wściekłością. Złapał ją za gardło i podniósł do góry. Dziewczyna złapała swoimi małymi dłońmi jego rękę. Zaczęła ruszać w powietrzu nogami.
-Jak mogłaś! Myślałem, że coś na łączy, Vivien!- krzyknął chłopak wściekle. W jego oczach pojawiły się łzy. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
-Bo łączy Tyler! Byłam po prostu wściekła. Nie wiedziałam co robię.- powiedziała cicho. Chłopak postawił ją na ziemi i puścił. Ale za to złapał ją za ramię. Dziewczyna spojrzała w jego brązowe oczy.
-To czemu uciekłaś?- spytał nieco spokojniej chłopak. Brunetka spuściła wzrok i pociągnęła cicho nosem. Mężczyzna złapał ją za podbródek i zmusił by spojrzała do góry. Młoda kobieta przełknęła głośno ślinę.
-Bo bałam się. Bałam się, że będziesz wściekły.- wyszeptała. Z jej oczu wypłynęły łzy. Chłopak przyciągnął ją do siebie i przytulił. Dziewczyna schowała twarz w zagłębieniu przy jego szyi. Spojrzała na niego a on złączył ich usta w delikatnym pocałunku. Gdy się od siebie odsunęli dziewczyna wyszeptała w jego usta.
-Nie wiedziałam, że jesteś aż tak głupi Tyler.- chłopak zszokowany odsunął się od niej. Przykuła go do drzewa. Chłopak spojrzał na nią ze strachem.
-Myślisz, że jestem tak głupia jak ta blondynka? Nigdy bym cię nie pokochała. Ona też nie. Kiedy tylko zniknąłeś zaczęła zabawiać się z Klausem. Ani razu o tobie nie pomyślała. A wiesz czemu? Bo cię nie kocha. Byłeś jej zabawką.- głos dziewczyny był przesiąknięty jadem. Chłopak zaczął kręcić głową. W jego brązowych oczach pojawiły się łzy. Dziewczyna zbliżyła swoje usta do jego ucha.
-Dla mnie byłeś tylko informatorem. Zabawką, która jest mi teraz niepotrzebna.- dziewczyna musnęła lekko płatek ucha hybrydy. Chłopak odepchnął ją od siebie. Brunetka z łatwością utrzymała równowagę. Chłopak złamał jakąś gałąź. Spojrzał na dziewczynę. Jego oczy płonęły wściekłością. Gdy zamachnął się na dziewczynę ona po prostu zrobiła nie wielki ruch. Po chwili mężczyzna padł martwy na ziemię. Tym razem na dobre. W drobnej dłoni brązowookiej spoczywało serce hybrydy. Rzuciła je na ziemię i podeszła do ciała chłopaka. Zakrwawioną ręką pogłaskała go po twarzy. Na jej twarzy majaczył uśmiech. Wyprostowała się i obejrzała na dom. W salonie dalej paliło się światło a wszyscy starali się dowiedzieć co stało się z łowcą. W końcu dziewczyna ruszyła przed siebie. Obiecała sobie, że Bonnie w końcu się o niej dowie. I to wkrótce.
-Kim ty jesteś?- spytała blondynka. Kobieta przeniosła swój wzrok na mulatkę. Dziewczyna w przerażeniu zrobiła krok do tyłu.
-Jestem twoim przodkiem Bonnie. Moje imię brzmi Ayana.- kobieta zwróciła się bezpośrednio do młodej Bennet. Dziewczyna w przerażeniu spojrzała na swoich przyjaciół. Po chwili dołączył do nich Stefan, który trzymał na rękach nieprzytomnego Jeremy'iego.
-Muszę was wszystkich ostrzedz. Jesteście w niebezpieczeństwie. Albowiem ktoś sprowadził do tego miasta zło. I ono nie spocznie dopóki nie zbierze swej krwawej ofiary.- z każdym zdaniem postać kobiety zdawała się niknąć.
-Ale co my mamy zrobić?- spytała żałośnie Caroline. Na twarzy kobiety pojawił się nikły uśmiech.
-Musicie ją powstrzymać zanim zbierze swą krwawą ofiarę.- jej głos dochodził jakby z oddali. W następnej chwili kobieta zniknęła. Wszyscy spojrzeli po sobie. Stefan ułożył wciąż nieprzytomnego Jeremy'iego na kanapie. W salonie nastała głucha cisza. Pierwsza otrząsnęła się Caroline, która ruszyła do kuchni po apteczkę. Ona i Stefan zajęli się młodszym bratem Eleny. W domu słychać było tylko stukot butów blondynki i tykanie zegara. Każdy zastanawiał się o co mogło chodzić kobiecie.
Jakie niebezpieczeństwo? Ile maja czasu? Jak mają powstrzymać zło? I czy dadzą radę ochronić miasto przed śmiercią?
***
Brunetka stała za krzakami i uważnie słuchała co dzieję się w domu Gilbertów. Nie była w szoku gdy ledwo żywy Jeremy przyczołgał się pod drzwi. Zmarszczyła brwi gdy usłyszała pisk młodej czarownicy. Na jej twarzy przemknął cień strachu gdy w pokoju ukazała się postać Ayany. Doskonale usłyszała każde słowo wypowiedziane przez ducha starej czarownicy. Gdy zniknęła dziewczyna przestała zwracać uwagę na to co się dzieję w domu Gilbertów. Oparła się o najbliższe drzewo i zamknęła oczy. Gdy przyjechała go Mistyc Falls nie spodziewała się, że będzie tak trudno.
-A kogo my tu mamy?- spojrzała w stronę, z której dobiegał głos. Stał tam postawny młody mężczyzna. Jego ciemne włosy były w nieładzie. Jego ubranie było pomięte i lekko brudne. Dało się zauważyć, że podróżował kilka dobrych dni. Dziewczyna posłała mu uśmiech i odepchnęła się od drzewa. Stanęła na przeciw niego.
-Tyler! Jak się masz?- spytała dziewczyna pogodnie. Mężczyzna spojrzał na nią z wściekłością. Złapał ją za gardło i podniósł do góry. Dziewczyna złapała swoimi małymi dłońmi jego rękę. Zaczęła ruszać w powietrzu nogami.
-Jak mogłaś! Myślałem, że coś na łączy, Vivien!- krzyknął chłopak wściekle. W jego oczach pojawiły się łzy. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
-Bo łączy Tyler! Byłam po prostu wściekła. Nie wiedziałam co robię.- powiedziała cicho. Chłopak postawił ją na ziemi i puścił. Ale za to złapał ją za ramię. Dziewczyna spojrzała w jego brązowe oczy.
-To czemu uciekłaś?- spytał nieco spokojniej chłopak. Brunetka spuściła wzrok i pociągnęła cicho nosem. Mężczyzna złapał ją za podbródek i zmusił by spojrzała do góry. Młoda kobieta przełknęła głośno ślinę.
-Bo bałam się. Bałam się, że będziesz wściekły.- wyszeptała. Z jej oczu wypłynęły łzy. Chłopak przyciągnął ją do siebie i przytulił. Dziewczyna schowała twarz w zagłębieniu przy jego szyi. Spojrzała na niego a on złączył ich usta w delikatnym pocałunku. Gdy się od siebie odsunęli dziewczyna wyszeptała w jego usta.
-Nie wiedziałam, że jesteś aż tak głupi Tyler.- chłopak zszokowany odsunął się od niej. Przykuła go do drzewa. Chłopak spojrzał na nią ze strachem.
-Myślisz, że jestem tak głupia jak ta blondynka? Nigdy bym cię nie pokochała. Ona też nie. Kiedy tylko zniknąłeś zaczęła zabawiać się z Klausem. Ani razu o tobie nie pomyślała. A wiesz czemu? Bo cię nie kocha. Byłeś jej zabawką.- głos dziewczyny był przesiąknięty jadem. Chłopak zaczął kręcić głową. W jego brązowych oczach pojawiły się łzy. Dziewczyna zbliżyła swoje usta do jego ucha.
-Dla mnie byłeś tylko informatorem. Zabawką, która jest mi teraz niepotrzebna.- dziewczyna musnęła lekko płatek ucha hybrydy. Chłopak odepchnął ją od siebie. Brunetka z łatwością utrzymała równowagę. Chłopak złamał jakąś gałąź. Spojrzał na dziewczynę. Jego oczy płonęły wściekłością. Gdy zamachnął się na dziewczynę ona po prostu zrobiła nie wielki ruch. Po chwili mężczyzna padł martwy na ziemię. Tym razem na dobre. W drobnej dłoni brązowookiej spoczywało serce hybrydy. Rzuciła je na ziemię i podeszła do ciała chłopaka. Zakrwawioną ręką pogłaskała go po twarzy. Na jej twarzy majaczył uśmiech. Wyprostowała się i obejrzała na dom. W salonie dalej paliło się światło a wszyscy starali się dowiedzieć co stało się z łowcą. W końcu dziewczyna ruszyła przed siebie. Obiecała sobie, że Bonnie w końcu się o niej dowie. I to wkrótce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)