niedziela, 22 grudnia 2013

[01] Rage

Pokój był mały. Jedynym światłem był blask księżyca, który wpadał przez otwarte okno. Na środku pokoju, w kręgu niezapalonych świec, siedziała drobna postać. Przed nią leżała stara księga. Nagły podmuch wiatru otworzył ją na odpowiedniej stronię. Wystawiła obie dłonie nad księgą i zaczęła recytować tekst. Po chwili świece zapłonęły. Ich płomienie dosięgały sufitu. Pomimo bólu w klatce piersiowej, słowa dalej roznosiły się w pomieszczeniu. Wiatr dalej wiał, świece płonęły, a ból nie odszedł. W następnej chwili wszystko ucichło. Świece zgasły a knoty pozostały nienaruszone. Dziewczyna wstała i obejrzała się po pokoju. Ciche tykanie zegara roznosiło się echem po pomieszczeniu. Wszystko było na swoim miejscu. Jej małe dłonie zacisnęły się w pieści. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Drzwi do pokoju cicho się otwarły.
-Czego się dowiedziałeś?- ton głosu dziewczyny był zimny. Obróciła się w stronę mężczyzny. Stał w progu, uśmiechając się złośliwie.
-Że wszyscy jej szukają. A właściwie czemu chcesz wiedzieć, co oni robią?- dziewczyna prychnęła. Podeszła do barku by nalać sobie trochę whiskey. Brunetka upiła łyk bursztynowej cieczy.
-To cię nie powinno interesować.- warknęła, wpatrując się przed siebie. Dalej zastanawiała się czemu zaklęcie nie zadziałało. Zrobiła wszystko tak jak trzeba. Zacisnęła dłonie na szklance, po to by po chwili cisnąć nią przez pokój. Szkło rozpadło się na drobne kawałki.
-Hej, uspokój się!- krzyknął mężczyzna, gdy kolejna szklanka rozpadła się w drobny mak. Złapał brunetkę za ramiona i lekko potrząsnął. Dziewczyna otworzyła szeroko swoje brązowe oczy.
-Weź głęboki wdech i...- w całym pomieszczeniu dało się usłyszeć trzask łamanych kości. Martwy mężczyzna leżał u nóg dziewczyny. Przyklękła obok i wierzchem dłoni zamknęła jego oczy. 
-Uwierz mi, to nic osobistego. Tak po prostu musiało być...- dziewczyna uśmiechnęła się słabo a jej cichy głos rozniósł się echem po pokoju. Wiedziała, że za swój czyn przyjdzie jej zapłacić... Ale gdy opuszczała hotel, nawet nie pomyślała jak wysoka będzie to cena...

***

Młoda wampirzyca leżała na łóżku zwinięta w kłębek. Po jej policzkach spływały gorzkie łzy. Za każdym razem gdy zamknęła oczy widziała, bezwładne ciało pozbawione krwi. Dziewczyna wstała powoli z łóżka. Podeszła do lustra i spojrzała na swoje odbicie. Jedyne kogo widziała to potwór, który zabije byle by tylko posmakować krwi. W napadzie szału rozbiła lustro. Kawałki szkła poraniły jej dłonie. Spojrzała na nie. Były całe w krwi. Łzy znowu zaczęły spływać po jej policzkach. Dziewczyna chwyciła lampkę nocną i cisnęła nią przez pokój. Rozpadła się na tysiące kawałków tak jak ona. Upadła na ostre kawałki rozbitego lustra. Dziewczyna, przeklinała siebie za to co zrobiła. Nie dbała o to, że krwawiła. Według niej i tak powinna być martwa. Spojrzała w okno. Słońce ogrzewało miasto swoimi promieniami. Wystarczyło ściągnąć pierścień i...
-Co ty się do diabła stało?!- krzyk jej brata odbił się boleśnie w jej głowie. Dalej nie była przyzwyczajona do wyostrzonych zmysłów. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech.
-Jeremy, idź do piekła.- wysyczała brunetka wstając. Spojrzała na swojego młodszego brata. Stał w progu zszokowany.
-Nie ruszę się stąd dopóki mi nie powiesz, co ty się stało.- powiedział dobitnie. Brunetka usiadła na łóżku i rozejrzała się po pomieszczeniu. Wszędzie leżały kawałki szkła. Było też widać krew.
-To co widzisz. Zdenerwowałam się.- powiedziała nie patrząc na niego. Jeremiego zatkało. Nie wiedział co miał zrobić.
-Odpowiedziałam na twoje pytanie. A teraz przepraszam ale muszę stąd wyjść.- powiedziała i wybiegła z domu. W ciągu minuty znalazła się w lesie. Wampirzyca położyła się na trawie i zaczęła wpatrywać się w niebo.
-Ja go zabiłam. Zabiłam niewinnego człowieka.- wyszeptała, zasłaniając dłońmi oczy. Obok niej na trawie usiadł ciemny blondyn. Dziewczyna się podniosła i spojrzała mu w oczy.
-Co ja mam zrobić? Co mam zrobić, Stefan?- spytała bezradnie. Mężczyzna patrzył jej w oczy ale nie odezwał się ani słowem.
-Nie mogę ci pomóc Eleno. Sama musisz nauczyć się samokontroli.- stwierdził beznamiętnie. Spojrzał w krzaki, po czym się podniósł.
-Masz gościa.- po tych słowach zniknął. Zza zarośli wyszedł postawny brunet. Dziewczyna obróciła wzrok. Natomiast mężczyzna przytulił ją do swojej piersi. Nie potrzebowali słów. Wystarczyła im ich obecność.

środa, 4 grudnia 2013

[00] Everything starts from something...

Brunetka wpatrywała się w srebrzystą tarczę księżyca. Wszystko wokół nagle ucichło. Ptaki przestały podśpiewywać, wiatr przestał wiać. Dziewczyna zamknęła oczy. Cisza boleśnie roznosiła się echem w jej głowie. Lecz pomimo tego dawała swego rodzaju ukojenie. Na jej twarzy majaczył delikatny uśmiech. Otworzyła oczy gdy usłyszała cichy ruch w pobliskich zaroślach.
-Nie możesz przestać mnie śledzić, co Damon?- spytała z nutką śmiechu w głosie. Obróciła się w stronę mężczyzny, który opierał się o potężny dąb. Posłał jej szyderczy uśmieszek. Dziewczyna zawsze zastanawiała się co się pod nim kryje. Tak samo on głowił się co oznacza każdy jej gest w stosunku do jego młodszego brata. Oczywiście, już dawno określiła kogo naprawdę kocha ale pomimo tego nie mógł przestać być zazdrosnym o Stefana.
-Znowu się zamyśliłeś, kochany.- powiedziała młoda kobieta, która stała teraz przed nim. Pomiędzy nimi była specyficzna więź. Każdy kto ich nie znał mógł z śmiałością stwierdzić, że są szczęśliwi. Oczywiście byli, ale nie do końca... Wiedzieli, że każde z nich czuje coś do swojego byłego partnera. Nie raz się kłócili. Ale i tak zawsze sobie wybaczali.
-Kocham cię, Damon...
-Ja ciebie też, Eleno...

***

Mulatka leżała na wielkim łóżku, wtulona w pierś swojego chłopaka. Młody łowca bawił się jej włosami. Dziewczyna martwiła się czy to na pewno był dobry pomysł. A co jeśli jej przyjaciółka się dowie? Na pewno się zdenerwuję. Kiedy ona zamartwiała się o reakcję bliskich, on był przekonany, że postąpili słusznie. Nie obawiał się, jakie mogą być skutki ich "pomocy".
-Jer, czy my dobrze zrobiliśmy?- przerwała ciszę pytaniem, dziewczyna. Chłopak westchnął. Spojrzał w jej czekoladowe tęczówki i posłał uspokajający uśmiech.
-Oczywiście, że tak. Już ci tłumaczyłem, że my chcemy pomóc...
-No tak ale...- mulatka poderwała się do pozycji siedzącej. Chłopak zrobił to samo. W jej oczach pojawiły się łzy. Szybko spuściła głowę. Nie dostatecznie szybko. Szatyn zauważył je. Nie chciał jej martwić.
-Nie płacz. Obiecuję ci, że nikt się nie dowie...
-Obiecujesz?- spytała dziewczyna, wtulając się w jego tors.
-Obiecuję...- wyszeptał.

***

Dziewczyna piła kolejnego drinka, nieświadoma co się dzieję wokół. Śmiała się właśnie z kiepskiego żartu pijanego mężczyzny przy barze. Nie dbała o to co wszyscy o niej myślą. Można powiedzieć, że była szczęśliwa. Ale do szczęścia było daleko. Poczuła coś dziwnego w klatce piersiowej. Na początku to zignorowała. Po kilku minutach gdy poczuła słaby ból, rozejrzała się po lokalu. Obraz był lekko rozmazany. Poczuła jakby jakaś nitka była zawiązana na jej sercu i z każdą sekundą ciągnięta coraz mocniej. Lekko podirytowana rzuciła banknot na blat i udała się ku wyjścia z baru. Gdy wyszła uderzyło ją zimne, nocne powietrze, które ukoiło jej obolałe ciało. Ale natarczywy ból, nie dał o sobie zapomnieć nawet na kilka chwil. Dziewczyna udała się w stronę hotelu. Po drodze zadawała sobie pytania, kto i po co? Gdy tylko przeszła przez próg hotelu, podszedł do niej jeden z pracowników. Posłała mu jeden uwodzicielski uśmiech. I to wystarczyło. Zapomniał swojej formułki, którą powtarzał dzień w dzień po kilka razy. Dziewczyna wyminęła go i od razu udała się do pokoju. Był on oświetlany tylko przez gasnące płomienie świec. Wyciągnęła mapę U.S.A. i zaczęła wodzić po niej palcem, wypowiadając przy tym niezrozumiałe słowa. Gdy w końcu mimo jej woli palec się zatrzymał przeczytała nazwę miejscowości. Mystic Falls. Szybko zaczęła pakować wszystkie swoje rzeczy. Doskonale wiedziała, że musi tam pojechać by ból minął. Gdy przemieszczała się z kąta w kąt po jej głowie chodziła jedna myśl. Dlaczego właśnie teraz, to musiało się wydarzyć?