Elena patrzyła jak jej przyjaciółki wieszają długie łańcuchy w jej domu. Stwierdziły, że wspaniale będzie urządzić zabawę akurat w jej domu. Brunetka zaśmiała się na widok głupich min blondynki. Po chwili śmiały się wszystkie. W domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Brunetka zeskoczyła z blatu i ruszyła w stronę przedpokoju. W drzwiach stał Damon ze Stefanem. Była zdziwiona ale zaprosiła mężczyzn. W ciągu godziny dzwonek zadzwonił już tylko raz. Był to gość od pizzy. Zaczęło się ściemniać a jej brat nie wracał. Usłyszała ciche skrobanie po drewnianej powierzchni drzwi. Otworzyła drzwi. Spojrzała w dół i z krzyknęła. Na ganku leżał jej brat. Był nieprzytomny. Uklęknęła przy nim. W domu rozległ się pełen grozy krzyk Bonnie. Brunetka była rozdarta ostatecznie pobiegła do przyjaciółki po tym jak Stefan powiedział, że zajmie się Gilbertem. Na środku pokoju stała czarownica, która z przerażeniem patrzyła przed siebie. Dziewczyna widziała tam jedynie niewyraźny zarys sylwetki. Po chwili im oczom ukazała się starsza kobieta. Jej włosy były skręcone w dredy, do których były poprzyczepiane różnej wielkości koraliki i różnokolorowe wstążki. Kobieta wodziła wzrokiem po twarzach wszystkich osób w pokoju.
-Kim ty jesteś?- spytała blondynka. Kobieta przeniosła swój wzrok na mulatkę. Dziewczyna w przerażeniu zrobiła krok do tyłu.
-Jestem twoim przodkiem Bonnie. Moje imię brzmi Ayana.- kobieta zwróciła się bezpośrednio do młodej Bennet. Dziewczyna w przerażeniu spojrzała na swoich przyjaciół. Po chwili dołączył do nich Stefan, który trzymał na rękach nieprzytomnego Jeremy'iego.
-Muszę was wszystkich ostrzedz. Jesteście w niebezpieczeństwie. Albowiem ktoś sprowadził do tego miasta zło. I ono nie spocznie dopóki nie zbierze swej krwawej ofiary.- z każdym zdaniem postać kobiety zdawała się niknąć.
-Ale co my mamy zrobić?- spytała żałośnie Caroline. Na twarzy kobiety pojawił się nikły uśmiech.
-Musicie ją powstrzymać zanim zbierze swą krwawą ofiarę.- jej głos dochodził jakby z oddali. W następnej chwili kobieta zniknęła. Wszyscy spojrzeli po sobie. Stefan ułożył wciąż nieprzytomnego Jeremy'iego na kanapie. W salonie nastała głucha cisza. Pierwsza otrząsnęła się Caroline, która ruszyła do kuchni po apteczkę. Ona i Stefan zajęli się młodszym bratem Eleny. W domu słychać było tylko stukot butów blondynki i tykanie zegara. Każdy zastanawiał się o co mogło chodzić kobiecie.
Jakie niebezpieczeństwo? Ile maja czasu? Jak mają powstrzymać zło? I czy dadzą radę ochronić miasto przed śmiercią?
***
Brunetka stała za krzakami i uważnie słuchała co dzieję się w domu Gilbertów. Nie była w szoku gdy ledwo żywy Jeremy przyczołgał się pod drzwi. Zmarszczyła brwi gdy usłyszała pisk młodej czarownicy. Na jej twarzy przemknął cień strachu gdy w pokoju ukazała się postać Ayany. Doskonale usłyszała każde słowo wypowiedziane przez ducha starej czarownicy. Gdy zniknęła dziewczyna przestała zwracać uwagę na to co się dzieję w domu Gilbertów. Oparła się o najbliższe drzewo i zamknęła oczy. Gdy przyjechała go Mistyc Falls nie spodziewała się, że będzie tak trudno.
-A kogo my tu mamy?- spojrzała w stronę, z której dobiegał głos. Stał tam postawny młody mężczyzna. Jego ciemne włosy były w nieładzie. Jego ubranie było pomięte i lekko brudne. Dało się zauważyć, że podróżował kilka dobrych dni. Dziewczyna posłała mu uśmiech i odepchnęła się od drzewa. Stanęła na przeciw niego.
-Tyler! Jak się masz?- spytała dziewczyna pogodnie. Mężczyzna spojrzał na nią z wściekłością. Złapał ją za gardło i podniósł do góry. Dziewczyna złapała swoimi małymi dłońmi jego rękę. Zaczęła ruszać w powietrzu nogami.
-Jak mogłaś! Myślałem, że coś na łączy, Vivien!- krzyknął chłopak wściekle. W jego oczach pojawiły się łzy. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie.
-Bo łączy Tyler! Byłam po prostu wściekła. Nie wiedziałam co robię.- powiedziała cicho. Chłopak postawił ją na ziemi i puścił. Ale za to złapał ją za ramię. Dziewczyna spojrzała w jego brązowe oczy.
-To czemu uciekłaś?- spytał nieco spokojniej chłopak. Brunetka spuściła wzrok i pociągnęła cicho nosem. Mężczyzna złapał ją za podbródek i zmusił by spojrzała do góry. Młoda kobieta przełknęła głośno ślinę.
-Bo bałam się. Bałam się, że będziesz wściekły.- wyszeptała. Z jej oczu wypłynęły łzy. Chłopak przyciągnął ją do siebie i przytulił. Dziewczyna schowała twarz w zagłębieniu przy jego szyi. Spojrzała na niego a on złączył ich usta w delikatnym pocałunku. Gdy się od siebie odsunęli dziewczyna wyszeptała w jego usta.
-Nie wiedziałam, że jesteś aż tak głupi Tyler.- chłopak zszokowany odsunął się od niej. Przykuła go do drzewa. Chłopak spojrzał na nią ze strachem.
-Myślisz, że jestem tak głupia jak ta blondynka? Nigdy bym cię nie pokochała. Ona też nie. Kiedy tylko zniknąłeś zaczęła zabawiać się z Klausem. Ani razu o tobie nie pomyślała. A wiesz czemu? Bo cię nie kocha. Byłeś jej zabawką.- głos dziewczyny był przesiąknięty jadem. Chłopak zaczął kręcić głową. W jego brązowych oczach pojawiły się łzy. Dziewczyna zbliżyła swoje usta do jego ucha.
-Dla mnie byłeś tylko informatorem. Zabawką, która jest mi teraz niepotrzebna.- dziewczyna musnęła lekko płatek ucha hybrydy. Chłopak odepchnął ją od siebie. Brunetka z łatwością utrzymała równowagę. Chłopak złamał jakąś gałąź. Spojrzał na dziewczynę. Jego oczy płonęły wściekłością. Gdy zamachnął się na dziewczynę ona po prostu zrobiła nie wielki ruch. Po chwili mężczyzna padł martwy na ziemię. Tym razem na dobre. W drobnej dłoni brązowookiej spoczywało serce hybrydy. Rzuciła je na ziemię i podeszła do ciała chłopaka. Zakrwawioną ręką pogłaskała go po twarzy. Na jej twarzy majaczył uśmiech. Wyprostowała się i obejrzała na dom. W salonie dalej paliło się światło a wszyscy starali się dowiedzieć co stało się z łowcą. W końcu dziewczyna ruszyła przed siebie. Obiecała sobie, że Bonnie w końcu się o niej dowie. I to wkrótce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz