Vivien siedziała i czekała blisko godziny. W końcu drzwiach Grilla pojawił się mężczyzna, którego rozpoznała by wszędzie. Wstała od stołu i uściskała go. Ile oni się nie widzieli? Gdy usiedli i zamówili, kobieta nie wytrzymała.
-Czemu chciałeś się spotkać?- ton jej głosu pozostał beznamiętny. Mężczyzna spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem.
-Czemu podejrzewasz, że miałem cel w tym by się z tobą spotkać?- spytał urażony. Kobieta uśmiechnęła się i złapała jego dłoń.
-Wiem, że Klaus powiedział ci, że wróciłam. A po za tym znam cię nie od dziś, Elijah. Więc, czemu?- spytała zabierając dłoń. Podziękowała gdy kelnerka przyniosła jej zamówioną kawę. Przeniosła wzrok na swojego starego przyjaciela.
-Racja, znasz mnie lepiej niż ktokolwiek. Ze wzgląd na dawne czasy muszę spytać. Czemu wróciłaś, Vivien? Czemu teraz?- dziewczyna spuściła wzrok. Zaczęła bawić się pierścionkiem.
-Nie martw się, Elijah. Nie dotyczy to ciebie, ani nikogo, którego chcesz chronić. Tylko ja, Klaus i on.- podniosła wzrok na swojego towarzysza. Na jedno słowo, Elijah się wzdrygnął. Brunetka upiła łyk kawy.
-Czy ten on to nie jest przypadkiem ja?- Vivien, wzdrygnęła się słysząc jego głos. Obróciła się i trawiła na jego szarozielone oczy.
-Kol, bracie. Wieki minęły.- powiedział Elijah, ściskając brata. Ten wciąż nie odrywał wzroku od brunetki. Ona wstała i rzuciła na stół banknot.
-Muszę, już iść. Miło było cię zobaczyć, Elijah.- powiedziała, przytulając mężczyznę. Kol złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
-Czemu zachowujesz się jakbym cię nie obchodził?- warknął w jej stronę. Dziewczyna spojrzała w jego oczy.
-Bo mnie nie obchodzisz, od momentu, w którym wyłączyłam swoje człowieczeństwo.- warknęła wyrywając się z jego ramion. Nałożyła płaszcz i opuściła lokal. Pomimo ciepłych ubrań, poczuła chłód. Ruszyła wolnym krokiem w stronę domu Salvatorów. Lecz po chwili zatrzymała się. Ruszyła w stronę starego cmentarza. Bez problemu znalazła dany grób. Przed nim klęczał młody chłopak.
-Niebezpiecznie jest być samemu na cmentarzu w nocy. Zwłaszcza po tym co stało ci się w lesie.- powiedziała. Gdy chłopak się obrócił zauważyła w jego oczach ulgę. Uśmiechnęła się, klękając obok niego. Patrzyła na idealnie wyryte litery. A więc to tutaj spoczywali rodzice rodzeństwa. Dziewczyna zadrżała pod wpływem zimnego podmuchu wiatru. Chłopak to zauważył bo położył na jej ramionach swoją kurtkę.
-Jeremy ja nie...
-Nic mi nie będzie.- powiedział trzymając dłonie na jej ramionach. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. Po chwili jej uśmiech zniknął.
-Przepraszam Jeremy. Za to, że skręciłam ci kark.- powiedziała, odwracając wzrok. Spojrzała na nagrobek. Wyglądam idealnie, pośród innych opuszczonych i niezadbanych kamieni.
-Nic się nie stało. W sumie, dzięki tobie wciąż żyję. Bo to ty uratowałaś mnie w lesie. To byłaś ty.- powiedział. Dziewczyna spojrzała na niego.
-Skąd ta pewność?- spytała radośnie. Droczyła się z nim. Chłopak zaśmiał się i nieświadomie splótł swoje palce razem z palcami młodej kobiety.
-Nawet nie wiem jak masz na imię.- powiedział chłopak patrząc w jej oczy.
-Vivien. Mam na imię Vivien.- wymruczała dziewczyna. Chłopak w końcu się złamał. Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Najpierw dziewczyna była zszokowana ale zaraz potem zamknęła oczy i oddał pocałunek. Przez kilka chwili, które dla nich wydawały się wiecznością, walczyli o dominacje. W końcu się od siebie odsunęli. Ich oddechy były nie równe. Kobieta była zdziwiona a zarazem zachwycona. Lecz do głosu doszedł rozsądek.
-Nikt nie może się dowiedzieć, Jeremy.- powiedziała patrząc w jego oczy. Chłopak spojrzał na nią, przytakując lekko. Dziewczyna spojrzała na niego i delikatnie musnęła jego usta. Wstała i oddała mu kurtkę. Gdy zaczęła odchodzić chłopak zawołał.
-A co jeśli będę chciał się spotkać?- dziewczyna obejrzała się za siebie. Uśmiechnęła się.
-Będę o tym wiedziała. A teraz, życzę ci miłego wieczoru, łowco.- powiedziała pogodnie po czym ruszyła w stronę lasu. Chłopak był zdziwiony ale zarazem podekscytowany. Tak samo jak brunetka. Tyle, że ona nie bała się konsekwencji tego romansu.
****
-Klaus uspokój się! Co ma znaczyć te twoje bełkotanie?- mruknęła wkurzona brunetka do telefonu. Nienawidziła poranków jako człowiek a co dopiero jako "potwór". Klaus wybełkotał coś widocznie zirytowany. Dziewczyna wstała i ruszyła w stronę lustra.
-Będę u ciebie za pół godziny.- warknęła i zakończyła połączenie. Ubrała czarne rurki i białą koszule. Do tego buty na obcasie. Związała swoje włosy w koka. Zabrała torebkę i wyszła z mieszkania. W ciągu piętnastu minut znalazła się pod posiadłością Mikaelsonów. Nie zapukała tylko od razu otworzyła drzwi. Kilka hybryd spojrzała na nią z wściekłością. Zbyła ich machnięciem ręki. Ruszyła w stronę gabinetu pierwotnego. W środku był Klaus, Elijah oraz zdenerwowana blondynka. Vivien uniosła brwi.
-A ona tu po co?- wskazała palcem na dziewczyna. Tamta tylko prychnęła i usiadła na kanapie. Vivien uniosła brwi jeszcze wyżej ale nic nie powiedziała.
-Czego chcesz Klaus? Nie mam dla ciebie całego dnia.- powiedziała, nalewając bursztynowej cieczy do kryształowej karafki.
-Czy wyłączyłaś człowieczeństwo?- spytał prosto z mostu, Klaus. Dziewczyna spojrzała na niego a później na jego starszego brata.
-Powiedziałeś mu.- powiedziała z wyrzutem. Mogła się tego spodziewać. W końcu to bracia Mikaelson. Zawsze mówią sobie wszystko.
-Vivien, czy wyłączyłaś swoje człowieczeństwo?- spytał podirytowany pierwotny.
-To ona jest wampirzycą?- spytała zszokowana Caroline. Dziewczyna tylko wywróciła oczami.
-Spostrzegawcza jesteś. Myślisz, że czemu dałam radę zabić hybrydę i skręcić ci kark?- warknęła w jej stronę. Upiła łyk alkoholu i spojrzała na hybrydę.
-Nawet jeśli wyłączyłam to co? Zabijesz mnie?- spytała ironicznie. Klaus zrozumiał czemu taka była. Bez uczuć była bezwzględna. Nie była to ta sama Vivien. W końcu dziewczyna się uśmiechnęła.
-Skoro to wszystko mam dużo spraw do załatwienia.- powiedziała i opuściła pomieszczenie. Caroline wciąż zszokowana siedziała na kanapie. W końcu Klaus podszedł do niej i zahipnotyzował ją. Elijah tylko pokręcił głową.
-Nie musi wiedzieć, że Vivien to wampirzyca.- warknął w stronę brata.W końcu jednak zadał sobie pytanie. Co skłoniło Vivien do wyłączenia człowieczeństwa?
****
Brunetka siedziała na ławce w parku i czekała. Czekała na coś bliżej nie określonego. W końcu dosiadł się do niej młody chłopak.
-Skąd wiedziałem, że tu będziesz?- spytał zszokowany. Dziewczyna wzruszyła ramionami. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
-Nie wiem, Jeremy. Lepiej, żebyś stąd poszedł. Jakoś nie mam ochoty na spotkanie z twoimi przyjaciółmi.- warknęła cicho. Wstała i ruszyła w stronę swojego tymczasowego domu. Usłyszała za sobą kroki. Miała ochotę powiedzieć chłopakowi by wracałam do domu. Jednak odpuściła. Gdy tylko otwarła drzwi, chłopak złapał ją za rękę. Brunetka wysupłała się i ruszyła w stronę kuchni. Wyjęła z lodówki sok i nalała go do wysokiej szklanki. Podstawiła ją przed młodym łowcom. Upił łyk i rozejrzał się po pomieszczeniu. Kuchnia była oddzielona od salonu długim blatem.
-Nie spodziewałem, że będziesz mieszkać w takim domu.- wyszeptał. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała na wielkie okna, sięgające od ziemi aż do sufitu. Spojrzała na chłopaka, który wpatrywał się w nią od kilku chwil. Kiedy dziewczyna miała coś powiedzieć, zadzwonił jej telefon. Brunetka zmarszczyła brwi i odebrała.
-Gdzie jest Jeremy?- usłyszała gorączkowy ton Elijah. Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała na chłopaka.
-Skąd ja mam to niby wiedzieć?- spytała beznamiętnie. Chłopak zmarszczył brwi ale dziewczyna pokręciła głową. Pokazała mu, żeby był cicho.
-Mystic Falls jest małe. Ktoś widział jak z nim szłaś. Więc?- ponowił pytanie pierwotny. Mogła mu powiedzieć, żeby spadał. Ale zamiast tego zaśmiała się.
-A co? Czarownica zanim się stęskniła? Elijah posłuchaj nie mam powodów by go skrzywdzić. Więc nie martw się.- powiedziała spokojnie. Mówiła prawdę. Jak na razie nie miała powodów by krzywdzić łowcę.
-Mogę ci zaufać?- usłyszała cichy szept mężczyzny. Zastanowiła się, patrząc na chłopaka.
-Możesz.- powiedziała po czym zakończyła połączenie. Spojrzała uważnie na chłopaka.
-Powiedziałeś im.- to nie było pytanie. To było oskarżenie. Jeremy siedział zszokowany. Vivien odwróciła wzrok. Poczuła, że pod jej powiekami, zbierają się łzy. Zamrugała szybko.
-Nie! Nie zrobiłem tego, Vivien.- powiedział podchodząc do niej. Dziewczyna wystawiła przed siebie swoją drobną dłoń.
-To skąd Elijah wiedział, że tu będziesz?!-krzyknęła dziewczyna. Jeremy spojrzał na nią. Była piękna. Zarumienione policzki, błyszczące oczy i te kuszące, malinowe usta. Chłopak przyciągnął ją do siebie i przytulił. Dziewczyna bez oporów wtuliła twarz, w zagłębieniu jego szyi.
-Powinieneś już iść.- wyszeptała przerywając ciszę. Jeremy spojrzał na nią ale w końcu skinął głową. Gdy dziewczyna usłyszała zatrzaskiwane drzwi udała się do piwnicy. Znalazła szkatułkę i wyjęła z niej fiolkę z czerwoną cieczą. Zacisnęła na niej swoje chude palce. Po chwili schowała ją to pudełka i zamknęła wieko. Obiecała sobie, że nikt się o tym nie dowie. I obietnicy dotrzyma.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz