piątek, 14 lutego 2014

[05] Your friends know, who am I?

-Przestań dramatyzować Klaus. Przecież nic jej nie zrobiłam, tak jak prosiłeś.- mruknęła znudzona dziewczyna. Hybryda spojrzał na nią z niedowierzaniem. Od kiedy zrobiła, się taka... bezuczuciowa? Nie taką ją pamiętał.
-Nie chodzi mi o to Vivien. Chodzi mi o to, że odważyłaś się w ogóle pokazać jej ten list! Skąd ty w ogóle wiesz o tym?- spytał z irytacją pierwotny. Dziewczyna wywróciła oczami. Wzruszyła ramionami, widząc jego spojrzenie.
-Mam swoje źródła. Nie martw się Klaus, tylko ona widziała, ten list.- powiedziała z lekką irytacją. Przeczesała włosy dłonią. Czemu on tak się denerwował? W końcu tego chciał. Klaus wyciągnął z kieszeni komórkę. Uśmiechnął się widząc kto do niego dzwoni. Lecz odrzucił połączenie. Dziewczyna uniosła brwi i spojrzała na hybrydę.
-Nie powinno cię to interesować.- warknął w jej stronę. Jej brwi podjechały jeszcze wyżej ale nic nie powiedziała.
-Mogę już iść? Mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia.- mruknęła patrząc przez okno. Klaus mruknął w jej stronę kilka słów. Uznała to za tak. Gdy tylko wyszła wyciągnęła z torby telefon. Miała jeszcze trzy godziny. Trzy godziny dzieliły ją od zrealizowania jej planu.

****

Wszyscy siedzieli cicho. Nawet rozgadana Caroline. Czekali na przyjście Bonnie. Jeremy chodził po salonie. Nie wiedział czy jego dziewczyna przyjdzie. Gdy tylko przekazał jej list, kazała mu iść do Salvatorów i czekać na nią. Czuł, że powinien go przeczytać ale nie zrobił tego. Czemu on musi być takim idiotom? Mógł go przeczytać, więc czemu tego nie zrobił? Zatrzymał się zszokowany. Bo tamta dziewczyna się tego spodziewała. Dała mu list. Dała mu go bo spodziewała się, że on go przeczyta. Jeremy nie mógł uwierzyć, że pozwolił się otumanić jakiejś tam dziewczynie. Po chwili do pomieszczenia weszła niska mulatka. Jeremy spojrzał na nią. W jej oczach zauważył strach oraz rezygnacje. Podeszła do młodego łowcy i wtuliła się w niego.
-Ona wie wszystko.- mruknęła, wtulając się mocniej w młodego chłopaka. Zszokowany stał i nie wiedział co powiedzieć lub zrobić.
-Wreszcie wszyscy są!- usłyszeli radosny głos. Wszyscy spojrzeli w stronę wejścia do salonu. Stała tam niska brunetka. Bonnie wtuliła się w ciało łowcy. Spojrzała na parę i skrzyżowała ramiona na piersi.
-Pamiętasz kim jestem, czarownico, czy nie za bardzo?- spytała sceptycznie. Mulatka przełknęła głośno ślinę. Puściła Jeremy'iego i zrobiła kilka kroków do przodu.
-Pamiętam.- wymruczała, patrząc na swoje buty. Była słaba. I wiedziała, że kobieta wie. Usłyszała stukot obcasów a zaraz potem poczuła woń lawendy. Spojrzała w jej oczy w kolorze płynnej czekolady.
-Więc kim jestem?- drążyła kobieta. Bonnie wyprostowała się i spojrzała hardo w jej oczy.
-Powinnaś wiedzieć kim jesteś.- powiedziała, bez krzty humoru. Dziewczyna wywróciła oczami a na jej ustach pojawił się uśmieszek.
-Zadziorna. Więc spytam tak. Czy twoi przyjaciele, wiedzą kim jestem?- spytała idąc w stronę barku z alkoholem. Czarownica nie spodziewała się tego pytania. Spojrzała na swoich przyjaciół.
-Nie.- wyszeptała. Kobieta spojrzała na nią. Jej twarz promieniała od uśmiechu zwycięstwa.
-Powiedz im. Albo ja to zrobię.- ostrzegła, upijając łyk wina. Bonnie przytaknęła, spoglądając na swoich przyjaciół.
-Bonnie, o co chodzi?- spytała przerażona Caroline. Odkąd okazało się, że ta obca kobieta, zna ich wszystkie sekrety, bała się nawet swojego cienia.
-Przepraszam Eleno, ja zrobiłam to dla ciebie?- podpowiedziała sarkastycznie brunetka, upijając kolejny łyk alkoholu. Bonnie nic nie powiedziała. Usiadła obok młodej Gilbert i posłała jej smutny uśmiech.
-Mam tego dość.- warknął Klaus pojawiając się w salonie. Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem. Po chwili przeniosła wzrok na czarownicę. Zmrużyła oczy i cały czas patrząc na nią powiedziała:
-Twoja Caroline jest cała. Nic jej nie zrobiłam. A teraz wynoś się lub powiem im o...
-O czym?- spytał z irytacją pierwotny. Brunetka przeniosła na niego wzrok. Przez chwilę wyglądała jakby się bała. Lecz po chwili na jej ustach zakwitł szyderczy uśmieszek.
-Mam pytanie. Gdzie jest Tyler?- spytała, udając zdziwienie. Każdy wzdrygnął się słysząc ton jej głosu. Było jasne. Ona coś wie.
-Gdzie jest twoja, pierwsza udana hybryda, Klaus?- warknęła w jego stronę. Mikaelson spojrzał na nią ze strachem. Lub bardziej z zainteresowaniem.
-Nie wiem. Ale jestem pewny, że mi powiesz.- powiedział, mrużąc oczy. Dziewczyna zaśmiała się z przekąsem.
-Kiedy ostatni raz go widziałam, leżał bez serca w lasku za domem Gilbertów. Może od tego czasu coś się zmieniło.- powiedziała, pogodnie. Każdy z obecnych w pokoju zassał z przerażenia powietrze. Klaus w mgnieniu oka pojawił się przy niej.
-Coś ty zrobiła?- wycedził, przez zaciśnięte zęby. Brunetka wywróciła oczami.
-Był bardzo przydatnym źródłem informacji. Do czasu aż się zakochał. Gdy nie był potrzebny wyrwałam mu serce.- powiedziała z uśmiechem tryumfu. Klaus złapał ją za gardło i pociągnął do góry. Dziewczyna złapała jego dłonie i spojrzała na niego.
-Zapłacisz za to.- wyszeptała słabo blondynka. Dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie.
-Kotku, ja już za to płacę. A jeśli mnie nie puścisz Klaus, to ona zapłaci.- warknęła w stronę hybrydy. Niestety, mężczyzna nic sobie z tego nie zrobił. Kobieta zamknęła oczy i kopnęła go z całej siły w brzuch. Ciemny blondyn skulił się i puścił kobietę. W ciągu sekundy blondynka była przy niej. I gdy miała jej wyrwać serce, brunetka skręciła wampirzycy kark. Każdy patrzył z szokiem to na nią, to na martwą, na kilka chwil blondynkę i w końcu na leżącego na podłodze pierwotnego.
-Ostrzegałam, Klaus. Nie posłuchałeś. Ciesz się, ze to tylko skręcony kark a nie na przykład wyrwane serce.- powiedziała, oddychając szybko i płytko, jakby przebiegła maraton. Hybryda spojrzał na nią i zaraz potem, znalazł się przy wampirzycy.
-A i jeszcze jedno, nie było by mnie tu gdyby nie wasza ukochana czarownica. Spytaj się jej czemu tu jestem. Może tobie odpowie.- mruknęła patrząc na mulatkę. Po chwili jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Spojrzała na Elenę.
-Powinnaś się cieszyć, że masz tak dobrą przyjaciółkę Eleno. Ale przykro mi Bonnie, dopóki im nie powiesz, mam związane ręce.- powiedziała metaforycznie wyciągając zbliżone do siebie nadgarstki. Bonnie spojrzała na nią ze zdziwieniem. Kobieta wzruszyła ramionami.
-Każde zaklęcie ma swoje zasady. Przykro mi, Bonnie.- czarownica przytaknęła i spojrzała na przyjaciół.
-Ona jest tu bo ją wezwałam. Czytałam o niej w księdze zaklęć Emily. Ona może ci pomóc Eleno. Może sprawić, że znów będziesz człowiekiem.- powiedziała radośnie. Każdy spojrzał z niemym pytaniem na kobietę, która stała przy "zwłokach" Caroline.
-Czy to prawda?- spytał z nadzieją, Stefan. Kobieta spojrzała na Klausa, po czym znów przeniosła wzrok na Elenę.
-Jeśli tylko tego chcesz, Eleno. Możesz znów być człowiek.- powiedziała, radośnie niczym dziecko mulatka. Klaus parsknął cicho. Teraz było jasne czemu tu jest. Klaus wstał i spojrzał na brunetkę.
-Czemu po prostu tego nie powiesz?- spytał. Kobieta nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. Nie przerywała kontaktu wzrokowego z wampirzycą.
-Masz lekarstwo?- wyszeptała Elena. Kobieta spojrzała na każde z osobna. W końcu spojrzała na pierwotnego.
-Jeśli tego chcesz.- wyszeptała. Wróciła wzrokiem na Elenę.- Mam je Eleno, ale nie mogę ci pomóc. Przybyłam tu tylko po to by zerwać zaklęcie. Teraz mogę już stąd zniknąć, tak jak tego chciałeś Klaus.- powiedziała poprawiając torebkę. Ruszyła w stronę wyjścia. Zatrzymała się i spojrzała na pierwotnego.
-Ale to nie oznacza, że zniknę Klaus. Zapamiętaj jak bezpiecznie się czułeś dopóki mnie tu nie było. Zapamiętaj to uczucie, bo od tego momentu zamierzam zmienić twoje wieczne życie w piekło. Tak jak ty zrobiłeś to z moim.- warknęła w jego stronę. Po chwili już jej nie było. Klaus zaklął pod nosem i zrzucił na podłogę naczynie w whiskey. Bonnie patrzyła za kobietą w szoku.
-Ja nie... ja nie rozumiem...- mruczała zszokowana czarownica. Klaus zaśmiał się pod nosem.
-Myślałaś, że możesz ją kontrolować? Zabawne, Bonnie. O ile mi wiadomo, to ona jest tym, który kontroluje innych. A teraz przepraszam, muszę do kogoś zadzwonić.- hybryda wyszła z pokoju i wyciągnął z kieszeni telefon. Wybrał dobrze mu znany numer. Uśmiechnął się gdy w słuchawce usłyszał lekko zachrypnięty głos.
-Ona wróciła.- mruknął kończąc, połączenie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz